Jak być wiernym na modlitwie? Gdy panuje nuda, nic się nie dzieje, jak w polskim filmie, i człowiek ma ochotę wyjść z kaplicy.

Wierna, często pozbawiona jakichkolwiek wzniosłych odczuć modlitwa to naturalna droga duchowa opowiada o. Tomasz Nowak, rekolekcjonista animujący przez lata rekolekcje „Na fali uwielbienia”. Nie ma takiej drogi, gdzie wszystko jest na wysokim C. Taki stan jest potrzebny, by potem mogło nastąpić to, co jest trudne. Widać to w historii Jezusa. Nie zaprasza ukochanych apostołów na Górę Przemienienia, by było im fajnie i miło, ale by przygotować ich na doświadczenie innej góry: Golgoty. My chcielibyśmy pozostać na poziomie emocji i stawiać naprędce trzy namioty. Jezus ma inny pomysł. Daje i Góry Przemienienia, i doświadczenia Golgoty. I choć chwała Boża objawia się na górze Tabor, królestwo w całej pełni przychodzi na krzyżu. Bóg bardzo oczekuje od nas wierności, stałości – czy jest dobrze, czy źle. Doskonale ponazywali to mistycy karmelitańscy: Jan od Krzyża czy Teresa Wielka. Oni odradzali wszelkie cudowności, emocjonalne odloty, a przecież mieli mistyczne doświadczenia, wizje czy ekstazy, których pozazdrościć im mogą współcześni charyzmatycy. Im wyżej wzlecisz, tym niżej musisz potem spaść. A przez to idziesz taką amplitudą: góra–dół, góra–dół i wolniej poruszasz się do przodu.
Przyjrzyj się nudzie
Dlaczego mamy problem z wiernością w modlitwie? Bo nie doceniamy już znaczenia słów: „historia” i „czas” dopowiada o. Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn. Wierność odnosi się do czegoś trwałego. A my żyjemy w świecie, w którym wszystko szybko się nudzi. Zmieniamy rzeczy na nowszy model, mówimy: „Dobre jest to, co się zmienia”. Wierność to uznanie, że coś jest trwałe, niezmienne. I nagle okazuje się, że to „niezmienne” to nie „coś”, ale „ktoś”! Osoba, która nie spuszcza nas z oka i jest wierna w każdej sytuacji naszego życia. Pamiętam lekcję z seminarium: „Jeśli masz ochotę wstać i wyjść z adoracji, zostań jeszcze na pięć minut”. Wierność będzie kosztować. Będzie dokonywaniem wyborów każdego dnia. Zostać? Wyjść? Dać Bogu jeszcze pięć minut? By wybrać wierność, będę musiał sporo zostawić. Były okresy, gdy modliłem się z zegarkiem w ręku. Chciałem być wierny. I choć moje myśli fruwały po całym kosmosie, nie dawałem sobie taryfy ulgowej: pół godziny to pół godziny.
Problem polega na tym, że nudność, jeśli można tak powiedzieć, czy atrakcyjność jako przeciwieństwo, jest nieadekwatnym systemem oceniania modlitwy nie ma wątpliwości s. Bogna Młynarz ze Zgromadzenia Duszy Chrystusa, doktor teologii duchowości. To tak, jakby ktoś oceniał Lacrimosę Mozarta według liczby decybeli. A i tak miałoby to większy związek z muzyką. Skala nudności/atrakcyjności pasuje jedynie do wesołego miasteczka. Ale Jezus nie przyszedł nas zabawić, tylko zbawić. Poczucie nudy na modlitwie nie mówi nic o Bogu ani o samej modlitwie. Ono mówi o nas. Swoją drogą to ciekawe zjawisko: stajemy naprzeciw Boga, Tego, który jest spełnieniem wszystkich naszych pragnień, i nudzimy się. Nie jest to powód do porzucenia modlitwy, ale na pewno warto się tej nudzie przyjrzeć. Co ona mówi? O nas, nie o Bogu. I nie chodzi tu o oskarżanie siebie. Raczej o głębsze zrozumienie siebie, uświadomienie naszego zanurzenia w tym, co zmysłowe, dotykalne, doczesne jedynie. Zanurzenia tak głębokiego, że stajemy się nieczuli na Boga, a nawet skłonni przykładać do rzeczy duchowych zmysłową miarę. Co wtedy zrobić? Oczywiście dalej się modlić. Być może właśnie ten czas „nudy” jest potrzebny, by ukształtowała się w nas nowa wrażliwość na obecność Boga. Bo On przychodzi do nas na tysiąc różnych sposobów, nie tylko przez emocjonalną euforię.
Wierność w modlitwie jest bardzo pokorną i bezpieczną postawą. Zabezpiecza nas przed roszczeniami, modlitewnymi kaprysami, zachciankami, szukaniem emocji dodaje dominikanin Wojciech Jędrzejewski. Uwalnia od całej naszej „zachciankowości”, czyli gonitwy, biegania „na pasku” szukania emocji. Albo stajesz się niewolnikiem egocentryzmu i szukania doznań, albo spotkasz się z Bogiem na poziomie wierności.
Nie gadaj tyle!
Zdecydowaliśmy się na wierną, codzienną modlitwę wiele lat temu opowiada Maciej Wolski z Domu Modlitwy w Warszawie. Od 2004 r. modliliśmy się każdego dnia z żoną Dorotą. W 2008 r. ruszyły raz w miesiącu 12-godzinne „Góry modlitwy”. Od pięciu lat ta modlitwa trwa codziennie przez cztery godziny. W szóstym rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus podaje receptę na wierną modlitwę. Jeśli chcesz się modlić, wejdź do izdebki. I módl się do Ojca, który widzi w ukryciu, a On odda tobie. Nie rób tego przed ludźmi, oni ci nie oddadzą, to nie będzie ta nagroda, która zaspokoi twoje serce. Wejdź do izdebki. Do przestrzeni, gdzie jesteście tylko ty i Pan Bóg. Stań przed Nim ze świadomością, że On słucha i „odda tobie”, gdy uzna, że nadszedł na to czas. Gdy Bóg zobaczy twą wierność w małych, drobnych sytuacjach, gdy uzna, że nie modlisz się po to, by być widzianym i podziwianym, da ci strefę wpływu na większe rzeczy. Zobaczy, że gdy powierzy ci „większe”, nie zagubisz się w tym.
Często szukamy na modlitwie emocji. Gdy ich nie znajdujemy, mówimy: „Chwała Pana odeszła”. – To błąd. Mylimy subiektywne emocje z obiektywną rzeczywistością dopowiada siostra Bogna. Żeby było jasne: Bóg dotyka naszych uczuć. Celem jest zbawienie całego człowieka, a więc szczęście, które przenika duszę i ciało. Emocje mogą pomóc „spostrzec” Boga, ale mogą także przeszkodzić, gdy utożsamiamy Go z tym, co czujemy. Wtedy nie zauważamy, gdy Bóg przychodzi w inny sposób. Św. Paweł doświadczył, że po jego modlitwie (śpiewał z Sylasem hymny) otwarły się drzwi więzienia, a kajdany opadły mu z rąk. Ale potem Paweł był więziony jeszcze kilka razy i nic podobnego się nie wydarzyło. Coś się popsuło? Chwała Boża odeszła? Nie. Paweł uznał, że Bóg teraz chce działać w jego życiu w inny sposób, i zaczął się chlubić swoimi kajdanami! I to jest dojrzałość chrześcijańska: pozwolić Bogu być Bogiem.
Nie chce mi się
Mistrz angielskich benedyktynów o. John Chapman powtarzał: „Jedyny sposób na modlitwę to modlitwa. Módl się, jak potrafisz, i nie próbuj się modlić, jak nie potrafisz”. W jednym z listów dotyczących wiernej modlitwy pisał: „Jakie ma znaczenie, czy przeżywam Mszę z radością, czy czuję się roztargniony lub znudzony? Jakie znaczenie mają moje uczucia? Przyszedłem tu dla Boga, nie dla siebie”.
– Jak modlić się, gdy wszystko jest byle jakie, nudne, zwyczajne? – zapytałem o. Michała Zioło. – Trzeba powiedzieć szczerze: „Nie chce mi się. Jestem strasznie zmęczony” odparł trapista. W wierności chodzi o bardzo popularną w cysterskim myśleniu Paschę Pana, Jego Przejście. Był to moment bardzo przez mnichów oczekiwany, choć czas i miejsce nawiedzenia znane były tylko Jezusowi. Istnieją piękne średniowieczne opowieści, w których Jezus zaskakuje cysterskich mnichów swoją mistyczną, rozpalającą serce obecnością w najzwyklejszych miejscach: w drewutni przy rąbaniu drzewa, w stajni, na pastwisku przy pilnowaniu wołów.
Założyciel Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich Pierre-Marie Delfieux opowiada: „Modlitwa jest trudna, sam to wiesz. Tobie też trudno jest kochać Boga, którego twarzy nigdy nie widziałeś. Tak więc twoja modlitwa pozostanie walką aż do ostatniego tchnienia. Módl się wytrwale, rozradowany nadzieją, stały w próbach, gorliwie oddawaj się modlitwie. A twoja wytrwałość choćby się miała stać natręctwem, zostanie wysłuchana. Właśnie dlatego, że nalegasz, Bóg wstanie i da ci to, czego ci potrzeba”.
Jak pies
W Psalmie 85 czytamy: „Łaskawość i wierność spotkają się ze sobą”. – Nasza wierność, nawet pośród oschłości, stopniowo uzdalnia nas do zauważenia przychodzącej łaski – podsumowuje siostra Bogna Młynarz. Pośród ciszy emocjonalnej można lepiej usłyszeć głos Boga. Bo to nie jest tak, że Bóg patrzy i myśli: „No, zobaczymy, ile Jakimowicz, wytrzyma bez pociech na modlitwie. Jeśli mimo wszystko będzie się modlił codziennie, dam mu za miesiąc łaskę!”. Nie, łaska jest już rozlana. Ale nasza zdolność przyjmowania jest rozproszona, nasza wrażliwość, zdolność smakowania popsuta przez karmienie się byle czym. Wierność nas ukierunkowuje, scala wewnętrznie, sprawia, że niezmiennie wpatrujemy się w jeden punkt – w Boga. A to otwiera nas na łaskę.
Któż nie zna historii Hachiko, psa rasy akita, który po śmierci swego pana Hidesaburo Ueno czekał na tokijskim dworcu o tej samej porze przez wiele lat, stając się dla Japończyków wręcz narodowym symbolem wierności i lojalności? zastanawia się o. Augustyn Pelanowski. Nie wiem, czy czasami Jezus, proponując Kananejce porozumienie na poziomie psa i pana, nie sugerował jej, i mnie w tej aluzji, by bez względu na wszystko zawsze czekać na swego Pana o tej samej porze w modlitwie choćby i całe życie? Wcale mnie to nie poniża, gdybym miał być wierny jak pies, o wiele większą ujmą byłoby dla mnie być niewiernym jak człowiek.
za wiara.pl

Jest to bogaty w symbolikę, czterotygodniowy okres przygotowania do Bożego Narodzenia oraz wzmożonego oczekiwania na koniec czasów i ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa. Czterotygodniowy czas Adwentu, który nie jest okresem pokuty, ale radosnego oczekiwania, obfituje w zwyczaje i symbole. Jest podobny do całego ludzkiego życia, które jest oczekiwaniem na pełne spotkanie z Bogiem.
Adwent jest wyjątkowym czasem dla chrześcijan. Słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego “adventus”, które oznacza przyjście. Dla starożytnych rzymian słowo to, oznaczało oficjalny przyjazd cezara. Dla chrześcijan to radosny czas przygotowania na przyjście Pana. Oczekiwanie na przyjście Chrystusa musi rodzić radość, gdyż jest oczekiwaniem na przyjście Jezusa. Dlatego też Adwent jest nie tyle czasem pokuty, ile raczej czasem pobożnego i radosnego oczekiwania. Opuszczenie hymnu Gloria nie jest wyrazem pokuty, jak w Wielkim Poście, lecz znakiem czekania na nowe zabrzmienie hymnu anielskiego śpiewanego w noc narodzenia Jezusa (Łk 2, 14).
Teologicznie czas ten wyraża oczekiwanie Kościoła na podwójne przyjście Chrystusa. W pierwszym okresie akcent położony jest na Paruzję, czyli ostateczne przyjście Chrystusa na końcu świata. Ostatni tydzień natomiast bezpośrednio przygotowuje do narodzenia Chrystusa, przez które Bóg wypełnia wszystkie obietnice złożone w historii.
Adwentowe czytania mszalne dotyczą m.in. dramatycznych nawoływań proroków, którzy zachęcają do nawrócenia, podkreślają zbliżający się kres czasu i ostateczne nastanie Królestwa Bożego. Równocześnie jednak Kościół przypomina o nadziei, jaka wiąże się z paruzją, czyli ponownym przyjściem Chrystusa – w każdej Mszy św. padają słowa: “abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa”.
Najbardziej charakterystycznym zwyczajem adwentowym, zwłaszcza w Polsce, są Roraty. Jest to Msza św. sprawowana ku czci Najświętszej Maryi Panny, zwykle bardzo wcześnie rano. Wierni, często w ciemnościach przenikniętych jedynie blaskiem trzymanych w ręku świec, wraz z Maryją czekają na wybawienie jakie światu przyniosły narodziny Zbawiciela.
W niektórych miejscach na roratnich Mszach na początku w procesji z kruchty kościoła do ołtarza z lampionami w ręku idą dzieci. Mszę św. rozpoczyna się przy wyłączonych światłach, mrok świątyni rozpraszają jedynie świece i lampiony. Dopiero na śpiew “Chwała na wysokości Bogu” zapala się wszystkie światła w kościele.
Uczestnictwo dzieci w Mszach roratnich wiąże się ze zwyczajem podejmowania różnych dobrych postanowień na czas Adwentu. Dzieci często zapisują te postanowienia na kartkach, składanych następnie przy ołtarzu. Mają one wyrażać wewnętrzne przygotowanie do Bożego Narodzenia i chęć przemiany życia.
Z Roratami związany jest zwyczaj zapalania specjalnej świecy ozdobionej mirtem, nazywanej roratką. Symbolizuje ona Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście pełnego światła – Chrystusa. Innym zwyczajem jest zawieszanie w kościele wieńca z czterema świecami oznaczającymi cztery niedziele Adwentu. Z upływem kolejnych tygodni podczas Rorat zapala się odpowiednią liczbę świec. Świece i lampiony tak często używane w liturgii adwentowej wyrażają czuwanie. Nawiązują one do ewangelicznych przypowieści m.in. o pannach mądrych i głupich. Światło jest też wyrazem radości z bliskiego już przyjścia Chrystusa.
Nazwa “roraty” pochodzi od pierwszego słowa łacińskiej pieśni na wejście śpiewanej w okresie Adwentu – “Rorate coeli” (Niebiosa, spuśćcie rosę).
W liturgii adwentowej obowiązuje fioletowy kolor szat liturgicznych. Jako barwa powstała ze zmieszania błękitu i czerwieni, które odpowiednio wyrażają to co duchowe i to co cielesne, fiolet oznacza walkę między duchem a ciałem. Zarazem połączenie błękitu i czerwieni symbolizuje dokonane przez Wcielenie Chrystusa zjednoczenie tego co boskie i tego co ludzkie. Wyjątkiem jest III niedziela Adwentu – tzw. Niedziela “Gaudete” (radujcie się). Obowiązuje w niej różowy kolor szat liturgicznych, który wyraża przewagę światła, a tym samym bliskość Bożego Narodzenia.
Adwent dzieli się na dwa podokresy, z których każdy ma odrębne cechy, wyrażone w dwóch różnych prefacjach adwentowych.
Pierwszy podokres obejmuje czas od pierwszej niedzieli Adwentu do 16 grudnia, gdy czytane są teksty biblijne zapowiadające powtórne przyjście Zbawiciela na końcu świata i przygotowujące do spotkania z Chrystusem Sędzią. Dni powszednie w tym okresie przyjmują wszystkie obchody wyższe rangą (tzn. wspomnienia dowolne, obowiązkowe, święta i uroczystości).
Drugi okres Adwentu, od 17 do 24 grudnia, to bezpośrednie przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. W tym okresie w dni powszednie można obchodzić jedynie święta i uroczystości.
Dawniej Adwent był czasem szczególnej aktywności różnych bractw. Przy kościołach istniały kapele rorantystów, które śpiewem i muzyką uświetniały celebracje, przez co przyciągały wiernych i upowszechniały zwyczaj Rorat. W XIX w. w Warszawie istniało również bractwo roratnie, które ze sprzedaży świec uzyskiwało fundusze na pomoc ludziom ubogim. Obecnie corocznie podobną akcję sprzedaży świec prowadzi pod hasłem katolicka Caritas. Od 6 lat w akcji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom uczestniczą też organizacje charytatywne Kościołów prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego.
Pierwsze wzmianki na temat Adwentu jako okresu przygotowania do świąt Bożego Narodzenia pochodzą z IV w. W Rzymie zwyczaj ten znany był od VI w. i obejmował cztery tygodnie przed świętami. Przez pewien czas Adwent był okresem postu, co dalej jest zachowywane w liturgii wschodniej.
za gość.pl