Wielki Tydzień

Wielki Tydzień

     Ostatnie dni Wielkiego Postu od Niedzieli Palmowej do wieczora Wielkiego Czwartku, a następnie Triduum Paschalne to Wielki Tydzień. Najstarsze świadectwa o liturgii Wielkiego Tygodnia pochodzą z IV w. z Palestyny. Rozpoczynała ją uroczysta procesja z palmami, z Betani do Jerozolimy na pamiątkę wjazdu Chrystusa do świętego miasta, aby dokonać odkupienia ludzi przez mękę i śmierć na krzyżu.     Niedziela Palmowa

Niedziela Palmowa rozpoczyna Wielki Tydzień, w którym obchodzi się pamiątkę Męki śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Każdy chrześcijanin powinien dołożyć wszelkich starań, aby obrzędy Wielkiego Tygodnia zrozumieć, brać w nich czynny udział, a przede wszystkim umartwieniami i świętością życia dawać dowód żywej wiary.

W Niedzielę Palmową, Kościół obchodzi pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy, dla dokonania paschalnej tajemnicy Męki i Zmartwychwstania. W tym dniu święci się palmy i organizuje procesję. Wszystkie Msze św. odprawia się tak, aby były wspomnieniem uroczystego wjazdu Prana Jezusa do Jerozolimy, a szczególnie przypomina nam o tym, specjalny obrzęd przed Mszą św. i poświęcenie palm. We wszystkich obrzędach używa się czerwonego koloru szat liturgicznych.

Triduum Paschalne

Wielki Czwartek Najstarszy dokument opisujący liturgię Wielkiego Tygodnia w Jerozolimie z IV wieku, mówi o dwóch Mszach św. w Wielki Czwartek. Dwie Msze św. w tym dniu odprawia się kościołach katedralnych. Rano biskup koncelebruje, razem ze wszystkimi kapłanami z całej diecezji uroczystą Mszę św. z poświęceniem Krzyżma (oliwa zmieszana z balsmem, używane w sakramencie bierzmowania i sakramencie chrztu) i oleju chorych.

We wszystkich innych kościołach wolno w tym dniu odprawić tylko jedną Mszę św. w godzinach wieczornych. Nazywamy ją “Mszą Wieczerzy Pańskiej”. Rozpoczyna ona Triduum Paschalne, które stanowi Wielki Piątek, Wielką Sobotę i Niedzielę Zmartwychwstania. Ostatnia wieczerza miała miejsce w nocy z czwartku na piątek i należała według żydowskiej rachuby czasu do piątku. Doba trwała od zachodu, do zachodu słońca. Dlatego, dniem zarówno pierwszej Ofiary Eucharystycznej jak i Ofiary Krzyża, jest ten sam dzień – Wielki Piątek. I tu widzimy ścisły związek Krzyża, Zmartwychwstania i Eucharystii.

Wielki Piątek W tym dniu gromadzimy się na sprawowaniu pamiątki męki i śmierci Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Liturgia zaprasza nas do rozważania biblijnego opisu męki Pańskiej, a następnie adoracji i uczczenia Krzyża świętego. W tym dniu nie odprawia się Mszy św. Po liturgii eucharystycznej Ciało Chrystusa przenosi się uroczyście do adoracji do tak zwanego Grobu, Pańskiego. Wielka Sobota jest dniem, w którym nie odprawia się Mszy św. ani innych nabożeństw. Przez cały dzień, wierni nawiedzają Grób Pański i czuwają na modlitwie, pamiętają^, że jest tam obecny pod osłoną chleba Uwielbiony i Zmartwychwstały Pan.

Wielka Sobota W tym dniu święci się pokarmy. W Polsce wierni przynoszą w pięknie przystrojonych koszykach, chleb, wędlinę, masło, chrzan, sól i jajka. Nie powinno w nim zabraknąć baranka, który symbolizuje Chrystusa. W tym dniu, każdy pokarm ma swoje znaczenie : chrzan, przynosimy na znak męki Pana Jezusa, która zamieniła c’ę w słodycz, a symbolem tej słodyczy jest masło. Poświęcone jajka, symbolizują nowe życie Zmartwychwstałego Pana. Przez święcenie pokarmów, Kościół błogosławi byt doczesny; podkreśla dostojność ciała, które w tym dniu osiągnęło nieśmiertelność. Chrystus po zmartwychwstaniu jadł chleb i rybę, by przekonać uczniów, że jest naprawdę żywym człowiekiem.

Wigilia Paschalna Noc paschalną rozjaśnia zmartwychwstały Chrystus. Jest to naprawdę Wielka Noc, jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach świata i ludzkości. W niej dokonało się przejście że śmierci do nowego życia, przez zmartwychwstanie. Cała dynamika nocy paschalnej, skupia się wokół życia w Chrystusie, dlatego cała jej liturgia, pełna jest symboli życia: światło – słowo – woda – uczta. Znaki te stanowią również główną treść kolejnych części Wigilii Paschalnej. Uroczystym ogłoszeniem zmartwychwstania Chrystusa i wezwania ” całego stworzenia do udziału w tryumfie Zmartwychwstałego jest Procesja Rezurekcyjna.

Niedziela Wielkanocna Rozpoczyna się Wigilią Paschalną, czyli Mszą św. Zmartwychwstania Pana, sprawowaną w sobotę wieczorem lub w nocy.

za Adonai

Znalezione obrazy dla zapytania wielki tydzień co to jest

Pielgrz

V Ostrołęcki Kongres Małżeństw

Już dzisiaj zapraszamy małżeństwa oraz osoby zainteresowane na V Ostrołęcki Kongres Małżeństw, który odbędzie się w dniu 22.04.2017r. w Ostrołęce w Szkole Podstawowej nr 10 przy ul. Berlinga 16.

Tym razem temat przewodni kongresu to: „Trwałe małżeństwo- czy to w ogóle możliwe?” a gościmy specjalnymi będą Agnieszka i Jakub Kołodziejowie.

Małżeństwo od 23 lat, troje dzieci. Od początku małżeństwa w Domowym Kościele Ruchu Światło-Życie. Agnieszka – magister filologii polskiej redaktor, wydawca. Jakub – doktor psychologii, psychoterapeuta, prowadzący psychoterapię indywidualną, grupową i małżeńską oraz szkolenia psychologiczne, współwłaściciel Ośrodka Terapeutyczno-Szkoleniowego OTS w Lublinie. Od 2010 roku zajmują się popularyzacją wiedzy psychologicznej o małżeństwie. Prowadzą liczne warsztaty, wykłady, konferencje, rekolekcje dla małżeństw, autorzy licznych artykuł popularnonaukowych z tematyki małżeńskiego życia. Są również autorami i wydawcami Małżeńskiej Gry, cieszącej się dużą popularnością wśród par, która uczy wzajemnej komunikacji. W 2015 roku przyznano im nagrodę Amicus Matrimoniorum na V Ogólnopolskim Kongresie Małżeństw za działalność mającą na celu chronienie godności małżeństwa.

Od 2010 roku Państwo Kołodziejowie wydają ogólnopolskie pismo dla małżonków pt. „Zbliżenia”. Pismo ma charakter psychologiczny i uwzględnia wartości chrześcijańskie. Każdy numer poświęcony jest innej tematyce. Link do czasopisma: http://pismozblizenia.pl/

Program

09.00 – Msza Święta (Kościół pw. Św. Franciszka z Asyżu) przewodniczy bp JanuszStepnowski

10.15 – Zawiązanie wspólnoty, modlitwa (SP nr 10 w Ostrołęce)

10.45 – Konferencja I „Małżeństwo pochodzi z raju” – A.J. Kołodziejowie

12.15 – Praca w parach

12.45 – Modlitwa charyzmatyczna

13.45 – przerwa

14.45 – Uwielbienie śpiewem

15.05 – Konferencja II – „Jak dbać o małżeństwo?” – A.J. Kołodziejowie

16.20 – Konferencja III – „Małżeństwo-Rodzina-Odpowiedzialność” – ks. Stanisław Ławrynowicz

17.00 – Małżeńskie świętowanie

18.00 – Zakończenie

Dlaczego warto uczestniczyć w Kongresie?

Jako młodzi ludzie marzymy o pięknie cudownego małżeństwa. Z nadzieją i pełni zaufania wchodzimy w związek małżeński. A po kilku latach zaczynają się problemy, które wydają się nam nie do przeskoczenia. Zaczynamy zadawać sobie pytania, które często zostają bez odpowiedzi.

Dlaczego tak wielu ludzi, którzy chcą i potrzebują bliskości z drugą osobą, kończy jako rozwiedzeni, często wypełnieni złością i rozczarowaniem?

Dlaczego uczucia stygną i jedno z nich lub obydwoje stwierdzają, że nie mają siły ani zdolności, by kochać w oczywisty sposób niedoskonałą osobę?

Na te i inne pytania postaramy się odpowiedzieć podczas Kongresu.

Aby związek był udany, potrzebna jest praca zespołowa i obydwie osoby muszą umieć ponosić wiele osobistych wyrzeczeń. Dlatego też podczas pracy w parach będziecie mieli okazję porozmawiać ze sobą o doznaniach i dzięki temu wychodzić naprzeciw swoim oczekiwaniom. Kongres to dobry czas, aby pobyć ze sobą razem w miłej i przyjemnej atmosferze.

W programie nie zabraknie również elementów na celebrację i świętowanie waszego małżeństwa. Ale nie chcemy zdradzać teraz wszystkiego co zaplanowaliśmy, niech pozostanie to więc niespodzianką.

Dodatkowe informacje:

Kongres rozpoczynamy Mszą świętą w Kościele pw. Świętego Franciszka z Asyżu, adres: ul. Bohaterów Warszawy 21, 07-410 Ostrołęka. Po zakończonej Mszy świętej przechodzimy do Szkoły Podstawowej nr 10, adres: ul. Berlinga 16, 07-410 Ostrołęka. Kościół oddalony jest od szkoły około 200 m.

Do dyspozycji uczestników kongresu będzie szatnia oraz bezpłatny parking.

W trakcie trwania całego kongresu będzie kompetentna obsługa cateringowa. W ramach tej usługi dostępne będą między innymi: napoje, kawa, herbata, ciasta, dania gorące.

Będzie również stoisko z książkami i płytami CD, które będzie można nabywać w trakcie przerw.

Zapisy i zgłoszenia:

Zgłoszenia przyjmujemy na adres mailowy:  ukaliszewska@poczta.onet.pl

Zgłoszenie powinno zawierać: imię, nazwisko oraz miejscowość. Zwrotny mail będzie zawierał wszelkie informacje potrzebne do ukończenia rejestracji.

Dla osób, które nie korzystają ze skrzynki pocztowej podajemy numer telefonu: 693 675 244 – Ula Kaliszewska

Koszt jednej wejściówki to 15 zł (małżeństwo 30 zł).

Z uwagi na ograniczoną ilość miejsc decyduje kolejność zgłoszeń.

Bazy noclegowe:

  • Internat I Liceum Ogólnokształcącego, ul. Traugutta 1 – tel. 515 237 672
  • Pokoje gościnne WSAP, ul. Janusza Korczaka 73 – tel. 797 294 549
  • Hotel dla pielęgniarek, Al. Jana Pawła II 120 – tel. (29) 760 58 62, 882 137 311
  • Hotel Energetyk, ul. I Armii Wojska Polskiego 30 – tel. (29) 769 10 99
  • MOSIR, ul. Witosa 1 – tel. (29) 760 68 89
  • Inter Hotel, ul. Partyzantów 1 – tel. (29) 769 10 12
  • Hotel Relax, ul. Szpitalna 15 – tel. (29) 760 44 60
  • Pokoje gościnne WELA, ul. Miła 8, 07-411 Rzekuń – tel. 502 201 705
  • Noclegi Master, ul. Generała Henryka Kamieńskiego 3 – tel. 692 628 640
  • Hotel Wioletta, ul. Rolna 31 – tel. (29) 760 53 51
  • Hostel “Kadr”, ul. Polna 82 – tel. 721 998 997
  • Pokoje gościnne Starówka, ul. Głowackiego 35 – tel. (29) 764 49 83

Gorąco zapraszamy!

Orędzie Matki Bożej dla Mirjany z 2-04-2017 Medziugorje.

Drogie dzieci, apostołowie mojej miłości, do was należy szerzenie miłości mojego Syna pośród  tych, którzy jej nie poznali. Do was, małe światełka świata, których  ja swoją macierzyńską miłością uczę, jak świecić jasno pełnym blaskiem. Modlitwa pomoże wam, gdyż modlitwa was zbawia, modlitwa zbawia świat. Dlatego więc, moje dzieci, módlcie się słowami, gorąco, miłością miłosierną i ofiarną. Mój Syn wskazał wam drogę. On, który się wcielił i uczynił ze mnie pierwszy kielich. On, który składając najwyższą  ofiarą pokazał wam  jak trzeba miłować. Zatem, drogie dzieci, nie bójcie się mówić prawdy, nie bójcie się przemieniać siebie i świat szerząc miłość, sprawiając, aby mój Syn był znany i kochany, miłując innych w Nim samym. Ja, jako Matka jestem zawsze z wami. Proszę mojego Syna, aby wam pomógł, by  w waszym życiu panowała miłość. Miłość, która żyje, miłość, która przyciąga, miłość, która daje życie. Takiej właśnie miłości was uczę. Miłości czystej.  Do was, apostołów moich,  należy, abyście ją rozpoznali, żyli nią i  ją szerzyli. Módlcie się gorąco za swoich pasterzy, aby mogli z miłością świadczyć o moim Synu. Dziękuję wam.

Znalezione obrazy dla zapytania maryja z medjugorie

Jak wprowadzać Boże Obietnice w życie? – Dutch Sheets

II Koryntian 5:17 mówi nam: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.”. Pozornie jest to sprzeczność! Ilu z nas odkryło, że zaraz po przyjęciu zbawienia nie staliśmy się całkowicie odnowieni? Że nasze „stare rzeczy”, zamiast całkowicie znikać, ciągle nas dręczyły od czasu do czasu? Że niektóre rzeczy nie zmieniły się ani trochę?

DZIECIĘCA WIARA W OBIETNICE

„Ale obiecałeś!” błagałem mojego tatę, używając mojej, jak sądziłem, ostrej jak brzytwa logiki 12-latka przeciwko jego 32-letniemu rozsądkowi, kryjącemu się w zamglonym spojrzeniu ojca. Na pewno się ugnie. Na pewno go to zmęczy. Na pewno w końcu się zgodzi kupić mi ten nowy rower.

Tata obiecał mojemu bratu i mi nowe rowery, ale jakoś nie nadeszły. Wyraźnie pamiętałem jak poszedł z nami do sklepu i stał z boku, kiedy biegaliśmy jak nakręcone szczeniaczki i wskakiwaliśmy na każdy rower w sklepie. „Ten, tato! To ten chcę… nie, nie, czekaj! Ten!” (…) Wiedziałem, że ten rower, Blue Rider 3000 (na który się w końcu zdecydowałem), zabierze mnie na ulice, których wcześniej oko ludzkie nie widziało, z prędkością o jakiej nikomu się nie śni. Tata na pewno musiał rozumieć, że właśnie tego potrzebowałem na nadchodzące lato.

Zauważywszy mój niekontrolowany zachwyt ze znalezienia „Tego Jedynego”, mój tata podszedł, żeby wypróbować ten niezwykły okaz sztuki fabrycznej. „Tak. Masz rację!” powiedział, przytakując ze zrozumieniem i nie spuszczając z niego wzroku. „To jest dobry rower. Mama i ja moglibyśmy pewnie się naradzić i któregoś dnia go kupić… wiesz, w końcu idą twoje urodziny i tak dalej”.

Wypowiedział magiczne słowa. Moje urodziny były lada chwila, a mój brat miał je później (on też wybrał swój wymarzony pojazd dwukołowy). Dla mnie to była załatwiona sprawa. Bez powiedzenia tego wyraźnie, tata przyrzekł nam obu prezent nad wszelkie urodzinowe prezenty.

Obietnica to powszechnie akceptowane zobowiązanie słowne. Jest zapewnieniem, że to co mówisz się stanie, jest przysięgą, która daje ci gwarancję na przyszłość. Jeśli obietnica nigdy nie zostanie spełniona, to wówczas, taki nierzetelny obiecujący zostanie dla kogoś „naznaczony”. Szczególnie dla dziecka nie ma nic gorszego niż niewypełniona obietnica. Rani ona serce i zostawia skazę w pamięci.

Kiedy tata nie kupił mi roweru na urodziny, byłem całkowicie rozbity. Jednak problemem nie było to, że mój tata nie potrafił dotrzymywać słowa. Problemem była moja niezdolność do patrzenia na sprawy z mądrzejszej perspektywy. Rowery, które w końcu dostaliśmy na Gwiazdkę, były wielkim wyrzeczeniem dla rodziców, biorąc pod uwagę skromną pensję mojego ojca. Patrząc wstecz, ta sytuacja pokazała, że tata rozumiał coś, co ja dopiero powinienem załapać: Czas ma znaczenie.

Jest to bolesna lekcja dla dziecka. Chcemy, żeby coś działało tak, jak my chcemy i lepiej wcześniej, niż później (albo najczęściej „teraz”). Ale, tak serio, czy z dorosłymi jest inaczej? Chcemy Boga działającego jak mikrofalówka, wiary instant (przygotowującej nam dary błyskawicznie), odpowiedzi, których niebiańska obsługa klienta udziela natychmiast. A kiedy trzeba uzyskać odpowiedź na boskie obietnice – przynajmniej na te niespełnione – czasami wykazujemy się dziecinną nieufnością, a nie prostą wiarą dziecka.
Kiedy chodzi o zdrowie emocjonalne, uzdrowienie fizyczne, wolność od uzależnień lub nawyków, w przypadku obietnicy tak prostej jak „proś, a będzie ci dane”, do pewnego stopnia wszyscy kiedyś czuliśmy jakby Bóg trochę przesadził. Bez względu na to, czy to przed sobą przyznajemy, większość z nas kwestionowała albo naszą zdolność słyszenia Jego głosu lub też Jego chęć udzielenia nam odpowiedzi (lub obie te zdolności). Zastanawialiśmy się czemu nasze doświadczenia nie pokrywają się z Jego obietnicami i zapewnieniami. (…)

CO BÓG NAM OBIECAŁ, A CO CZĘSTO CIĄGLE WIDZIMY

II Koryntian 5:17 mówi nam: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.”. Pozornie jest to sprzeczność! Ilu z nas odkryło, że zaraz po przyjęciu zbawienia nie staliśmy się całkowicie odnowieni? Że nasze „stare rzeczy”, zamiast całkowicie znikać, ciągle nas dręczyły od czasu do czasu? Że niektóre rzeczy nie zmieniły się ani trochę?

Po ponownym oddaniu mojego życia Jezusowi w 1973 r. ciągle zmagałem się ze starymi, cielesnymi sposobami działania. Pamiętam pełną udręki rozmowę z Bogiem, którą prowadziłem późno w nocy, siedząc na masce mojego samochodu. Starałem się zrozumieć mój częściowy „brak odnowienia”, przygnębiony tym, że moje życiowe doświadczenia nie przystawały do niepodważalnych duchowych obietnic. Miałem problem z pokonaniem pewnych moich starych zwyczajów i pragnień, a pożądanie było wśród nich jednym z najważniejszych. Poza tym stawiałem czoła poważnym problemom nastawieniem serca, jak zazdrość, gniew, niepewność i gorycz. Jak wspominałem wcześniej, moja frustracja rosła za każdym razem, gdy w końcu robiłem to, czego wcale nie chciałem robić. Byłem zdezorientowany i nie wiedziałem, jak to możliwe, by Bóg stwierdzał coś w Biblii, a jednak, bym tego nie widział spełniającego się w moim życiu. Na przykład, czytałem, że Bóg „prowadzi nas zawsze w triumfalnym pochodzie w Chrystusie” (2 Kor 2:14). Zawsze?! To brzmiało tak wspaniale, ale w rzeczywistości ja sam nie zawsze przeżywałem triumf – tak naprawdę często bywałem pokonany.

Inny werset w 2 Koryntian mówi, że „wszystkie obietnice Boże w Nim [Chrystusie] znalazły swoje Tak i Amen, na chwałę Boga w nas” (1:20). Tak i Amen. Ile obietnic? Wszystkie! Będę z wami szczery: one nie zawsze działają w moim życiu. Nie pamiętam czasu, w którym otrzymałbym wypełnienie wszystkich Bożych obietnic na raz. A ty? Prawie ma się wrażenie, że werset powinien stwierdzać: „Część Bożych obietnic to Tak i Amen, a inne nie zawsze są trafione w Jezusie Chrystusie”.

Przyznaj się! Nie chcesz czasem z Bogiem pomówić ostro? O czym Ty w ogóle mówisz? Jak wyjaśnisz to? Po prostu szczerze mówię o moich doświadczeniach i jestem pewien, że są podobne do twoich. W sercu wiem, że Boże Słowo jest prawdą. Ale czy to właściwe, że jako pastor, lider duchowy, przyznaję się do tych rzeczy, zamiast udawać, że nie mam z nimi żadnego związku? Bądźmy autentyczni! Przyznajmy, że nasze doświadczenia nie zawsze pasują do tego, co czytamy w Bożym Słowie. Nigdy nie naprawimy czegoś, jeśli wpierw nie przyznamy, że to coś nie działa.

A oto jeszcze jeden werset, który zdaje się nieprawdziwy. Rzymian 8:37: „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował.”. „Zwyciężamy” to trudne do przetłumaczenia greckie wyrażenie „więcej niż zwycięzca”, które w istocie znaczy „zwyciężać w obfitości”, być „super-zwycięzcą”. Więc Bóg mówi, że jesteśmy zwycięzcami – a potem jeszcze lepiej. Nie tylko zwyciężamy, ale zawsze zwyciężamy… i to zwyciężamy w nadmiarze. Jesteśmy super-zwycięzcami w Bogu do potęgi n-tej! Nigdy nie zostajemy pokonani! I nie można tego zatrzymać!

Czy naprawdę zobaczyłeś, że tak jest? Ja wiem, że u mnie tak się nie dzieje. Straciłem więcej bitew niż trzeba z powodu zmartwień, strachu, niewiary, niezadowolenia, dumy czy pożądliwych myśli… i założę się, że ty też. A jednak, Bóg po prostu stwierdza, że wszyscy jesteśmy „więcej niż zwycięzcami.” Sprawa zamknięta!

ŚLEPE ULICZKI, KTÓRE PRZESZKADZAJĄ ZAMIAST POMAGAĆ

Był taki czas, że dołączyłem do ciała pedagogicznego na mojej alma mater, Christ for the Nations, i pewnego dnia dane mi było siedzieć naprzeciwko młodej kobiety, która przyszła do szkoły w poszukaniu uwolnienia. Sprawdzałem z nią, czy mogę jej w jakikolwiek sposób pomóc.

Szybko zdałem sobie sprawę z tego, że było to zadanie ponad moje siły. Patrzyła się przez cały czas w dół, wzrok miała wbity w stół, ani na chwilę nie spojrzała mi prosto w oczy, chociaż toczyliśmy porządną rozmowę. Jej historia tłumaczyła dlaczego.

Była wykorzystywana seksualnie przez całe dzieciństwo przez swojego ojca, swojego brata, swoich wujków… dosłownie przez każdego mężczyznę w swojej rodzinie. Aż do czasu gdy miała mniej więcej trzynaście-czternaście lat jej ojciec – który był diakonem w ich kościele – często zmuszał ją do spania z nim w jednym łóżku. Jednocześnie jej matka była tak przerażona, że ani nic nie powiedziała, ani nic nie zrobiła, by położyć kres tym obrzydliwościom. W rezultacie ta młoda kobieta nosiła w sobie najgorszą samoocenę, z jaką się kiedykolwiek spotkałem oraz o jakiej słyszałem. Pomimo narodzenia na nowo kompletnie siebie nienawidziła. Chociaż od sprawy minęły lata, była głęboko zraniona.

Czy wszystkie rzeczy nie powinny w jej życiu stać się nowe, odnowione, w momencie gdy zaprosiła Jezusa do serca? Czy obietnica nie mówi, że „stare rzeczy” już odeszły? Jak mogłem oczekiwać od niej, że uzna te Boże obietnice w swoim życiu, skoro nawet ja, jako usługujący oraz nauczyciel Biblii, widziałem, że tak nie jest?

Winston Churchill powiedział kiedyś: „Prawda jest nie do przemożenia. Zła wola może ją atakować, niewiedza może ją wyśmiewać, ale koniec końców widzimy ją na nowo: oto ona!”

Miał rację. Niestety, zamiast przyznać, że nie rozumiemy dlaczego rzeczy czasem nie działają, zbyt często odwołujemy się do chrześcijańskich frazesów i spuszczamy osobę w kanał wymijającymi ogólnikami , które sami słyszeliśmy w odpowiedzi na trudne pytania, których nikt nie chce zadać. Kiedy odważamy się je postawić, słyszymy:

– „Wszystko będzie dobrze. Musisz się jeszcze wiele nauczyć/Musisz po prostu dorosnąć w wierze i dojrzeć jako chrześcijanin.” (Być może to prawda, ale wcale nam nie pomaga, gdy stawiamy czoła wyraźnie nierozwiązywalnej sytuacji. A tak naprawdę, niektórzy chrześcijanie nigdy nie są w stanie po prostu „wyrosnąć” z pewnych problemów. To jest odpowiedź, która w żaden sposób nie załatwia sprawy.)

– „Musisz po prostu odnowić swój umysł!/Zrozumieć, kim już jesteś w Chrystusie.” (Zgoda. To prawda, że umysł musi zostać przemieniony. Ale odpowiedź zdecydowanie zbyt bezpośrednia. Odnawianie umysłu to czasem proces trwający całe życie, a nie jeden krótki strzał. Na pewno nie mógłbym takiej odpowiedzi udzielić tej młodej kobiecie, która wtedy przede mną usiadła w Christ for the Nations.)

– „Po prostu potrzebujesz prawdziwego chrztu w Duchu Świętym.” (Nie wyobrażacie sobie jak często to słyszałem. W kółkach charyzmatycznych i zielonoświątkowych często przyjmujemy tę wersję, gdy ktoś walczy z nawracającym grzechem, błędnym stylem myślenia lub czymś z przeszłości. Jednakże, widziałem niezmierzone rzesze ludzi rzekomo ochrzczonych, mówiących językami, prorokujących i robiących wszystko, co wymagane, by się zakwalifikować na „listę ludzi wypełnionych Duchem”, którzy jednocześnie byli bardziej cieleśni, niż niektóre osoby nie spełniające wszystkich „duchowych kwalifikacji”. W podobny sposób wierzący, którzy nie modlą się na językach, mogą być bardziej dojrzali i przejawiać większą wolność niż niektórzy wierzący posiadający ten dar. Moje doświadczenie mówi, że chrzest w Duchu nie przynosi automatycznego uzdrowienia wszystkiego.)

– „Po prostu potrzeba ci więcej wiary.” (Tak, też tego próbowałem i to spełniałem. W zasadzie byłem na pierwszej linii obozu wiary przez pewien czas. Chociaż wiara jest ważna, walenie komuś potrzebującemu pomocy i nadziei takim tekstem w twarz – wcale mu pomocy nie udziela, ani też nie pozostawia zbyt wiele nadziei.)

– „Musisz zacząć zapierać się samego siebie” lub też „Powinieneś ukrzyżować swoje ciało.” (Hę? A co to właściwie znaczy w przypadku narodzonego na nowo chrześcijanina?). Lub też jeszcze lepiej, mój najmniej ulubiony tekst: „Po prostu musisz się uświęcić.” (Rozumiem potrzebę i znaczenie takich spraw, bo jestem w służbie od lat, ale łatwo nimi manipulować i łatwo użyć tych wyrażeń, by pokazać młodemu wierzącemu lub też chrześcijaninowi zmagającemu się ze słabościami, że nic nie umieją i nic nigdy nie osiągną.)

Inne odpowiedzi mogą wyrządzić ludziom jeszcze gorsze szkody, szczególnie młodym wierzącym:

– „Jeżeli naprawdę chciałbyś się zmienić, to dałbyś radę.” (Słyszałem to wiele razy. Zarzuca to osobie hipokryzję i nieszczerość. Chociaż wszyscy znamy naciągaczy, którzy twierdzili, że chcą wolności od pewnych rzeczy, ale tak naprawdę jej nie chcieli, to znamy także tych, którzy byli w prawdziwym potrzasku uzależnienia, lub też w niewoli warowni, z której nie wiedzieli, jak się uwolnić. Co gorsza znam takich, którzy wpadli w taką beznadzieję, że w końcu odebrali sobie życie.)

– „Jeżeli naprawdę chcesz przestać to robić, to czemu nie przestaniesz? Masz w końcu wolną wolę!”

I w końcu najgorsza, najbardziej niszcząca odpowiedź ze wszystkich, z którymi miałem do czynienia, często wygłaszana z poczuciem duchowej wyższości:

– „No cóż! W takim razie jeszcze tak naprawdę nie jesteś zbawiony, bo moja Biblia mówi, że jeśli ktoś przyszedł do Chrystusa, stał się nowym stworzeniem. Stare rzeczy przeminęły. Wszystko jest nowe. Jeśli tego nie doświadczasz, to nie jesteś naprawdę narodzony na nowo.”

Takie odpowiedzi sprawiają, że mam ochotę tej osobie przyłożyć – moją Biblią! Obserwowałem jak różni ludzie odchodzili od wiary z powodu nieodpowiedzialnych i druzgocących komentarzy tego typu. Dość już płytkich, wymijających odpowiedzi-frazesów!

WIĘC GDZIE JEST PRAWDA?

Prawda jest taka – i jest to coś, z czego wielu chrześcijan nie zdaje sobie sprawy: Obietnice z Pisma nie manifestują się automatycznie, kiedy przychodzimy do Chrystusa. Ta prawda jest punktem wyjścia dla naszej wspólnej podróży po tym temacie. Chcemy czasem „skusić” ludzi, by przyjęli Chrystusa i zapewniamy ich, że kiedy wyznają Go Panem, On po prostu „przejmie kontrolę” nad ich życiem tak, że wszystko automatycznie się zmieni. Ale chociaż wszystkie Boże obietnice są prawdziwe i mają zdolność się wypełnić, nie wydarzą się „tak po prostu”, ani też nie spadną nagle z nieba. Pełna wolność nie przychodzi automatycznie, tylko dlatego, że przyjęliśmy zbawienie – tak samo automatycznie nie stajemy się osobami, którymi naprawdę jesteśmy. Znam takie osoby, które – mimo że są wierzącymi od 50 lat – w niektórych obszarach życia ciągle nie przyjęli uwolnienia i są równie związani jak w dniu, w którym spotkali Jezusa po raz pierwszy. Jest to smutne, ale prawdziwe. Można być już chrześcijaninem i ciągle mieć pełno pychy, egoizmu, strachu, chciwości lub innych problemów. Wiele osób je ma.

Jest droga do tego, by łamać każdy niezdrowy zaklęty krąg, uzdrowić każdą ranę, przezwyciężyć każdy grzech, doświadczyć pełni i wypełnienia każdej obietnicy oraz stać się tym, kim Boże Słowo mówi, że jesteśmy. W skrócie jest to:

(1) Zrozumieć co Jezus dla nas wywalczył

(2) Zrozumieć zasady rządzące tymi darami

(3) Zastosować te zasady przez posłuszeństwo i wiarę – co też dogłębnie zbadamy.

Zdaję sobie sprawę, że to znaczy, że spełnienie bożych obietnic tak naprawdę może zależeć od nas. I nie podoba mi się to równie mocno, co tobie. Ale jest to wciąż prawda. Boża miłość jest bezwarunkowa – Jego dary i owoce naszego zbawienia już nie.

Paweł powiedział do Tymoteusza „staczaj dobrą walkę wiary; pochwyć życie wieczne, do którego jesteś powołany” (1 Tym 6:12). Zdaje się to sprzecznością, gdy osobie już zbawionej mówi się, by „schwyciła” życie wieczne, czyli coś, co już powinna mieć. Jedyną możliwą interpretacją jest to, że pewne rzeczy, które Bóg dał nam w naszym duchu, mogą być zablokowane i nie doświadczane w naszym umyśle, emocjach i ciałach. Musimy się nauczyć jak je schwycić przez wiarę i wprowadzić w życie na podstawie zasad biblijnych, które rządzą dziedziczeniem rzeczy, które Bóg nam już powierzył. Musimy stać się tymi osobami, którymi naprawdę jesteśmy! Możemy to zrobić! To nie jest skomplikowane i Duch Święty ci w tym pomoże! On będzie ci objawiał potężne, odkrywcze prawdy, nawet gdy czytasz tę książkę. Prawda cię wzmocni i przemieni. I to jest ekscytujące!

Pewnego razu dwie kobiety, należące do kręgu najbliższych przyjaciół Jezusa – Maria i Marta – zakwestionowały Jego czas i sposób działania. Ich brat, Łazarz, zmarł. Obie wiedziały, że Jezus potrafił go uzdrowić i Jezus postanowił do nich przyjść, kiedy po niego posłały. Ale kiedy w końcu przyszedł, było już za późno

„Gdy więc Marta usłyszała, że Jezus idzie, wybiegła na jego spotkanie; ale Maria siedziała w domu. Rzekła więc Marta do Jezusa: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. (…) Lecz gdy Maria przyszła tam, gdzie był Jezus i ujrzała go, padła mu do nóg, mówiąc do niego: Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł mój brat.” (Jana 11:20-21;32)

Ale Jezus się nie spóźnił! Miał inny plan. Większy niż uzdrowienie. Choć Łazarz nie żył już 4 dni, Jezus zbliżył się do grobu i powiedział: „Usuńcie kamień” (Jana 11:39). Marta wstrząśnięta natychmiast wykrzyknęła: „Panie! Ale już cuchnie…” (w.39). Jezus nie bał się odoru śmierci. Wiedział, że życie, które jest w Nim jest mocniejsze niż śmierć w tym grobie. I tak, w jednym z najbardziej niesamowitych fragmentów Pisma czytamy, że wskrzesił Łazarza z martwych.

Możesz myśleć, że jest już za późno na twój przełom, że Bóg po prostu nie zadziałał i nie zadziała dla Ciebie. Być może w środku czujesz, że moc śmierci jest tak silna, że nie jesteś w stanie już żyć. Ale Jezus ma inne plany i czeka z mocą zmartwychwstania, żeby odwrócić tę niszczycielską moc, która złożyła cię do grobu. Jego serce jest takie samo jak 2 tysiące lat temu i nim z tobą skończy ty też usłyszysz słowa, które pragnąłeś usłyszeć: „Wstań i wyjdź z grobu!”

źródło: książka “Becoming who You are” Dutch Sheets – fragmenty

Znalezione obrazy dla zapytania boże obietnice

Pobratymstwo

„Drogie dzieci! Dzisiaj wzywam was do głębokiego przeżywania waszej wiary, proście Wszechmogącego o jej umocnienie, aby wiatry i burze nie mogły jej złamać. Niech korzeniami waszej wiary będą modlitwa i nadzieja na życie wieczne. I już teraz, dzieci, pracujcie nad sobą w tym czasie łaski, w którym Bóg daje łaskę, by przez wyrzeczenie i wezwanie do nawrócenia stać się ludźmi wyrazistej i wytrwałej wiary i nadziei. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.



Droga moja rodzino modlitewna,

weszliśmy w liturgiczny okres Wielkiego Postu. W Środę Popielcową jedni usłyszeli słowa: prochem jesteś i w proch się obrócisz. Inni, przyjmując znak krzyża na czoło usłyszeli słowa kapłana: nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Każdy z pokutujących słowem “Amen” potwierdził, że uznaje te słowa za prawdziwe. Wykorzystajmy więc ten okres i powróćmy do regularnego czytania Pisma Świętego, podejmijmy post i jałmużnę, rozważajmy codziennie mękę i śmierć naszego Pana Jezusa Chrystusa, abyśmy mogli wzrastać w wierze. Takie właśnie wezwanie kieruje do nas Królowa Pokoju. Prosi, abyśmy swoją wiarę przeżywali głęboko i intensywnie, bo to jedyna szansa, abyśmy nie upadli pod naporem pokus i własnych słabości. Człowieka głęboko wierzącego pokusy i słabości mogą jedynie wzmocnić. Poprzez post i wyrzeczenia może lepiej poznać samego siebie, rozpoznać swoje ograniczenia, a zapierając się siebie, szukać oparcia w Bogu. Człowiek, który żyje wiarą na co dzień, przyjmuje cierpienia w postawie nadziei i zaufania do Boga, staje się żywym jej świadectwem.

Wiara wyrasta z modlitwy, która jednoczy człowieka z Bogiem. Decyzja o podjęciu modlitwy jest znakiem, że człowiek pragnie przebywać z Bogiem i kochać Go ponad wszystko. Człowiek modlący się pragnie wsłuchiwać się w Boże Słowo, bo ono dla niego jest żywe i o życiu stanowi. Czytanie Słowa Bożego uzdalnia nas do całkowitego powierzenia się Bogu przez uznanie jego Syna Jezusa Chrystusa jako naszego Boga i Nauczyciela. Regularna modlitwa dzień po dniu coraz bardziej oczyszcza naszą duszę i sprawia, że ogarnia nas radość, kiedy stajemy przed Jego obliczem. Bez sarkania przyjmujemy i niesiemy swój krzyż. I wreszcie modlitwa pomaga nam dostosować swoje życie do woli Bożej. Praca nad sobą wymaga wiele wysiłku i samozaparcia, lecz jest to proces ważny i konieczny.

Przypatrzmy się naturze. Obserwujmy co dzieje się na polach, w sadach i winnicach w ten przedwiosenny czas. Ziemię trzeba wpierw przygotować do zasiewu, trzeba ją oczyścić z chwastów, zaorać, przekopać, nawieźć, zaś z drzew i z krzewów winnej latorośli trzeba usunąć zeschłe gałązki i zbędne pędy, by je spalić. Trzeba zgrabić zeschnięte liście i inne śmieci, które naniósł wiatr. To wszystko wymaga wiele wysiłku. Podobnie dzieje się w naszym życiu. Otoczenie i środowisko w którym żyjemy zaśmieca nasz umysł i naszą wyobraźnię. Zatruwają nas obrazy i wieści płynące z mediów. To wszystko na nas działa i pozostawia swój negatywny ślad. Wszystko to sprawia, ze czujemy się, jakbyśmy byli w jakimś zaklętym kręgu z którego nie ma wyjścia. Czy jest na to jakaś rada?! Nasza Niebieska Matka mówi, że to jest czas łaski i powinniśmy pracować nad sobą, nad swoim sercem, nad swoją rodziną i środowiskiem, w którym żyjemy. Wyrzeczenia podjęte w Wielkim Poście pomogą nam w wyzbyciu się egoizmu, złych nawyków i zbytnim zamartwianiu się problemami dnia codziennego. Okres wielkopostny powinien nasz ukierunkować na Boga, który jest źródłem naszego pokoju, wolności, radości i naszej nadziei. To jest ten okres w którym powinniśmy lepiej zorganizować życie rodzinne, aby uwolnić się od gorączkowego i pełnego nerwowości pośpiechu i znaleźć czas na modlitwę i czytanie Słowa Bożego. Dla nas, członków wspólnoty modlitewnej, to jest wezwanie, aby ponownie zastanowić się i przemyśleć swoje chrześcijańskie powołanie. Postarajmy się, aby ten święty czas stał się czasem rzucenia nowych i zdrowych ziaren wiary, modlitwy, miłości i pokoju na glebę naszego serca i naszej duszy. Czas Wielkiego Postu jest związany z wyjątkowymi łaskami. Daje szanse na duchowe odrodzenie się w wymiarze jednostki, rodziny, społeczeństwa i całego Kościoła.

Każde orędzie to nowe światło, nowe duchowe doświadczenie na naszej chrześcijańskiej drodze życia. Dla nas, którzy przyjmujemy orędzia całym sercem i staramy się żyć ich treścią, to szczególna łaska. Czyńmy więc wszystko, aby nie zejść z tej drogi. Maryja liczy na naszą ofiarną miłość i pokorną służbę bliźnim. Naśladujmy Chrystusa mając na uwadze Jego post, Jego przebywanie na pustyni i Jego ofiarę. Stańmy się ludźmi mocnej i wyrazistej wiary, a obronimy się przed szatańskimi pokusami.

Ponownie wzywam was i zachęcam do praktykowania wskazań określonych jako PIĘĆ KAMIENI. Nie bójcie się zgasić telewizora i otworzyć swoje serce na Pana Boga. Nie bój się powiedzieć samemu sobie: na czas postu wyrzekam się picia alkoholu, palenia papierosów, oglądania internetu. Niech twoje serce dziękuję codziennie Bogu, że z każdym dniem czujesz się coraz wolniejszy, że możesz obejść się bez tego wszystkiego. Będziesz bowiem wtedy pewny, że tę moc otrzymałeś od Pana.

Otwórzcie oczy swojego serca na swoich bliźnich, którzy są spragnieni waszej uwagi i miłości. Okażcie im swoje zainteresowanie, módlcie się razem z nimi i za nich. Nie zapomnijcie o chorych i samotnych. Uczcie się rozpoznawać w ich twarzach oblicze Jezusa Chrystusa. Miejcie wciąż na uwadze słowa: “byłem głodny, a nakarmiliście mnie, byłem spragniony, a napoiliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedziliście mnie … Wszystko co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście”.

Miejcie odwagę otrzeć pot i krew z poranionego i oplwanego oblicza Pana w twarzach swoich bliźnich. Bądźcie jak święta Weronika. Bądźcie jak święty Szymon z Cyreny, pomagajcie bliźnim w niesieniu krzyża, wspomagajcie swoją miłością rodziny zagrożone rozbiciem. Zaoferujcie swoje ramię i wspierajcie tych, którzy upadają pod ciężarem własnej niemocy i słabości.

Bądźcie litościwi i miłosierni jak niewiasty jerozolimskie. Uczcie się rozpoznawać Jezusa w każdym potrzebującym naszej pociechy, w każdym kto prosi o modlitwę. Ofiarujcie post i modlitwę za szczególnie potrzebujących, o których wiecie. Niech przykład świętości waszego życia, daje innym nadzieję i podnosi upadłych na duchu. To jest nasz czas, czas naszego chrześcijańskiego apostolatu. Modlę się, aby Pan obdarzył nas łaską pokoju i wytrwałości.

W tym miesiącu modlimy się w następujących intencjach:

1. Za cierpiących na duszy i ciele, w rodzinach i w społeczeństwie, w Kościele i w całym świecie. Niech Pan udzieli im pociechy i pokoju, niech uczyni ich swoim rozpoznawalnym znakiem, aby ich cierpienie stało się dla innych zachętą do nawrócenia.

2. Za widzących i parafię Medziugorje, która przyjmuje pielgrzymów z całego świata. Oby każdy parafianin stał się dla innych świadkiem i znakiem na drodze prowadzącej do Jezusa.

3. Za pielgrzymów oraz za spowiedników, aby w tym szczególnym okresie Wielkiego Postu stali się dla swoich penitentów znakiem dobrego i miłosiernego Ojca. Za naszego wizytatora arcybiskupa Henryka Hosera, którego przysyła nam Ojciec Święty, aby jako Dobry Pasterz rozpoznał prawdę i misję, jaką Medziugorje pełni dla świata.

za Aktualności z Medjugorje