Author: admin
Powyższe hasło tegorocznej uroczystości posługuje się dwoma biblijnymi, zwłaszcza Janowymi, pojęciami: „świadczenia” i „prawdy”. Obydwa zarazem mają posmak niezwykłej aktualności właśnie dzisiaj. Człowiek dzisiejszy zmęczony nadużywaniem słowa „prawda” w środkach masowego przekazu w minionej epoce totalitaryzmów jest szczególnie otwarty na prawdę życia. Więcej mu w tej sytuacji potrzeba świadków niż nauczycieli (zdanie powtarzane przez św. Jana Pawła II). Dzisiejsze czytania mają wskazać nam, przyznającym się do władzy Chrystusa nad nami, jak ma wyglądać nasze świadectwo o Nim w dzisiejszym świecie. „Jezus Chrystus niczego od nas nie wymaga, czego by sam nie uczynił” (św. Jan Chryzostom) – to zdanie sprawdza się także na Jego wymaganiu świadczenia: On sam okazał się najpierw dla nas Świadkiem Wiernym. Jemu wpierw się przypatrzmy.
2. Urywek z Księgi Daniela w poprzednią niedzielę roku B objawił eschatologiczną prawdę zmartwychwstania ciał, a dzisiejsza uroczystość korzysta z innej wizji tej księgi. Wizja ta uchodzi za szczytowy punkt apokalipsy Danielowej. Nasz urywek pochodzi z nakreślonej przedtem sceny rozpoczęcia przewodu sądowego, któremu przewodniczy na tronie Bóg, określony mianem Przedwiecznego. Przed ten tron na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Ten element biblijnej strefy bytowania Boga i aniołów, wystąpi potem w ostatecznej paruzji Chrystusa (por. Mt 24,30 par.; 26,64 par.; Ap 1,7 tekst niżej skomentowany). Słówko jakby w tym gatunku literackim zwiastuje przybliżone użycie słowa, co można sparafrazować: „wygląda jak człowiek, ale jest czymś więcej”. Jest to jeden z kształtów biblijnych Mesjasza, który w tej wizji po imperiach, które znikną, otrzyma powszechną władzę królewską nad światem.
W tym samym gatunku co poprzednie czytanie mamy napisany dzisiejszy urywek wzięty z adresu (preskryptu) Janowej Apokalipsy. Zestawia on ze sobą tytuły Chrystusa, które się w pełni ujawnią dopiero podczas Jego ostatecznej paruzji. Są to Świadek Wierny, całkiem Pawłowy tytuł Pierworodny [pośród] umarłych oraz Władca królów ziemi, znamienne tak dla tej księgi, jak dla późnych ksiąg Nowego Testamentu (por. J 3,11.32– 33; 8,14; 16,14; 17,13–14; 18,3; 19,18–21; Kol 1,18; 1 Tm 6,13; Ap 3,14 wg Ps 89,38). Zamiast listowego dziękczynienia lub błogosławieństwa następuje aklamacja soteriologiczna, rodzaj doksologii. Spełnia ona podwójną rolę: ukazuje drogę Jezusa Chrystusa do tego wywyższenia oraz rację, dlaczego cały lud Boży Nowego Przymierza ma udział w Jego godności królewskiej i kapłańskiej. Ten fakt stanowi podstawę dla nas i zachętę do podjęcia wysiłku osobistego, by sprostać temu wymaganiu z Jego strony
W perykopie ewangelijnej jesteśmy świadkami nieudanego dla Piłata dialogu z Jezusem. Między egzegetami określa się go nazwą dialogu nieporozumienia. Ten typowy dla tej Ewangelii zabieg literacki (por. J 2,3–11.18–22; 3,2–13; 4,7–26) zmierza zawsze do objawienia prawdy wiary przekraczającej poziom rozumienia pytającego rozmówcy. W przesłuchaniu sądowym Jezusa Piłat jako cesarski wielkorządca interesuje się tylko wymiarem politycznym tytułu Króla żydowskiego zarzucanego Jezusowi przez wrogów (por. Jk 23,2). Pyta więc o fakt, czy podsądny nim jest. Jezus zanim da mu precyzyjną odpowiedź na końcu dialogu, odpowiada mu wzajemnie pytaniem, które by mogło przy dobrej woli uściślić między nimi płaszczyznę porozumienia. Jednak dumny Rzymianin odrzuca tę szansę raz i drugi. Jezus określa prawidłowe mesjańskie, nie zaś polityczne, znaczenie tego tytułu. Ma On także dać świadectwo prawdzie, które dotrze do ludzi na nią otwartych.
3. Myśl główna zawarta w tytułowej tezie posługuje się dwoma terminami, które występują dziś w czytaniach. Choć na pozór są one zrozumiałe, to jednak oznaczają pojęcia różne od potocznego ich rozumienia. Obydwa są na wskroś sakralne. Biblijna czynność „świadka” – „świadczenie” lub „świadectwo” – przysługuje Bogu samemu, gdy objawia lub potwierdza prawdę (Ps 19,8;Iz 45,22–23; J 3,33; 5,37), Jezusowi Chrystusowi, co nas tu głównie obchodzi (J 3,32; 7,7; 8,18), Duchowi Świętemu (J 15,26) wreszcie aniołom i ludziom posłanym przez Boga i Chrystusa (J 1,7.8.15.19; Ap 10,6). Graniczny przypadek świadectwa – to męczeństwo (Ap 2,13). Prawda, zwłaszcza w Ewangelii Janowej – to całokształt objawienia Bożego, które przynosi Syn Boży, Jezus Chrystus (1,17), z prawdą wręcz On się utożsamia (14,6). Odpowiednio do tego „prawdziwy” – to tyle, co dopiero w Chrystusie osiągający pełną realizację (1,9; 6,32.55;15,1).
4. Homilia odpowie, jak zrealizować hasło tytułowe. Wszyscy otrzymaliśmy sakrament bierzmowania, umocnienia na mężnych świadków. Jako tacy musimy być gotowi także na graniczny przypadek świadczenia, na możliwe męczeństwo, jak tego dowiodły dzieje naszego stulecia. Ale na co dzień pozostaje nam zadanie świadczenia Królowi dobrym przykładem. A więc słowa królestwo Moje teraz nie jest stąd określają tylko jego boskie pochodzenie. Natomiast świadczyć mu nie przestaje być naszym zadaniem „tu” i „teraz”. A świadczymy zapatrzeni w wiekuiste „jutro”, w którym w pełni zrealizuje się królestwo Boże. W jednej z bazylik Rawenny znajduje się symboliczna mozaika: w kole widnieje tron z niedbale przerzuconym purpurowym płaszczem, nad tronem – złoty monogram Chrystusa, a na dole napis: MARANA THA! (Panie nasz, przyjdź!). W ikonografii zwie się to „przygotowaniem tronu”, domyślnie: Chrystusa przed paruzją. To jest nasze zadanie.
Augustyn Jankowski OSB


Uniesienie prorockie to umiejętność odczytywania wydarzeń z punktu widzenia Boga
Nic dziwnego, że Mojżesz, który doznał wyniesienia na poziom góry Synaj i przymierza z Bogiem, nie tylko nie zazdrościł innym owego Bożego sposobu oglądania rzeczywistości, ale pragnął tego daru dla wszystkich
Nigdy głoszenie Bożego słowa nie było łatwe.
Pamiętam wrażenie, jakie wywarł na mnie fragment pism św. Augustyna, w którym wielki ojciec Kościoła narzekał na niezmierny trud, jaki odczuwa przy wygłaszaniu kazań. Pomyślałem: jeśli głoszenie męczyło nawet św. Augustyna, to czemu mnie dziwią moje udręki z tym związane?
Coś podobnego odczuwał Mojżesz, który skarżył się przed Bogiem z powodu ciężaru przewodzenia ludowi wybranemu i małej tego skuteczności. To Mojżeszowe narzekanie było przyczyną, dla której Bóg kazał zgromadzić mu wokół siebie 70 mężczyzn. Wówczas Pan Bóg zademonstrował, na czym polega sztuka przepowiadania Jego słowa. Nie ma to nic wspólnego z wysiłkiem indoktrynacji czy wywierania po ludzku wpływu na innych. Ewangelizacja jest przede wszystkim działaniem Boga. Ewangelizując, to nie ty mówisz, ale pozwalasz, by Bóg mówił do ciebie i wypełnił cię swoim natchnieniem. Wówczas inni będą mogli uczestniczyć w cudzie przeniesienia Ducha, którego wcześniej wzbudził On w tobie, na innych. Duch Święty współpracuje z heroldem Bożego przesłania, a jednocześnie rozlewa się w sercach i umysłach słuchających.
Ciekawe, dlaczego Bóg nakazał Mojżeszowi wezwać akurat 70 mężów. Według tradycji biblijnej niebieski trybunał obejmuje 70 aniołów stróżów, opiekunów wszystkich narodów, którym przewodzi sam Bóg, a które Księga Rodzaju wymienia w tej liczbie jako potomków Noego po potopie (Rdz 10). Liczba 70 przedstawia także wszystkie różnorodne aspekty ludzkiej mentalności. Słowo Boga niesie bowiem w sobie odpowiedź i lekarstwo na wszelkiego rodzaju ludzkie zapytania i potrzeby.
Warto zwrócić uwagę jeszcze na skutek działania Bożego słowa: uniesienie prorockie. Nie chodzi o stany emocjonalnej egzaltacji czy efekt duchowego oszołomienia. Chodzi o wyniesienie człowieka na wyższy poziom istnienia. Jak w słynnym filmie Petera Weira „Stowarzyszenie umarłych poetów”, w którym oryginalny w swych metodach dydaktycznych nauczyciel literatury każe uczniom wspiąć się na ławki w klasie. W spojrzeniu z wysoka nagle zarówno pomieszczenie, jak i ich obecność w szkole nabierają innego charakteru. Widzą siebie z innego, wyższego pułapu.
Podobne doznanie towarzyszyło mi, gdy pewnego razu, po pięciu latach pobytu w Wenecji, wybrałem się na szczyt słynnej wieży wznoszącej się na placu św. Marka. Miasto, które znałem z poziomu kanałów i uliczek, nagle zaprezentowało się przede mną w nieznanym dotąd pięknie. Uniesienie prorockie to umiejętność odczytywania wydarzeń z punktu widzenia Boga. Nic dziwnego, że Mojżesz, który doznał wyniesienia na poziom góry Synaj i przymierza z Bogiem, nie tylko nie zazdrościł innym owego Bożego sposobu oglądania rzeczywistości, ale pragnął tego daru dla wszystkich. •
za wiara.pl
Drogie dzieci, moje matczyne serce goreje, kiedy patrzę na dzieci, które nie lubią prawdy, które ją skrywają, kiedy patrzę na swoje dzieci, które nie modlą się z uczuciem i poprzez uczynki. Jest mi przykro, kiedy mówię mojemu Synowi, że już wiele moich dzieci utraciło wiarę, że Go nie znają. Dlatego więc, wzywam was, apostołów mojej miłości, abyście usiłowali docierać do samego dna ludzkiego serca, gdyż tam na pewno odnajdziecie małe ukryte dobro. W takim sposobie patrzenia zawarte jest miłosierdzie Ojca Niebieskiego. Należy szukać dobra nawet tam, gdzie jest największe zło, starać się zrozumieć drugiego , a nie osądzać go. Tego właśnie żąda od was mój Syn, a ja, jako Matka, wzywam was, byście Jego posłuchali. Drogie dzieci, duch jest mocniejszy niż ciało, bowiem niesiony miłością i uczynkami pokonuje wszelkie przeszkody. Nie zapominajcie o tym, że Mój Syn was umiłował i miłuje. Będąc z Nim w jedności, Jego miłość jest w was i z wami. On jest światłem świata, więc nic i nikt nie może powstrzymać Jego ostatecznej chwały. Dlatego wy, apostołowie mojej miłości, nie bójcie się świadczyć o prawdzie. Świadczcie o niej z zachwytem, poprzez uczynki, miłość, poświęcenie, lecz czyńcie to zawsze z pokorą. Dajcie świadectwo prawdzie wszystkim, którzy nie poznali mojego Syna. Ja będę z wami i będę dodawać wam odwagi. Dajcie świadectwo miłości, która nigdy nie ustaje, gdyż pochodzi od Ojca Niebieskiego, który jest wieczny i oferuje wieczność wszystkim moim dzieciom,
CHARIS – taką nazwę nosić będzie nowa międzynarodowa służba katolickiej odnowy charyzmatycznej, która powstanie 8 grudnia decyzją Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Na życzenie papieża Franciszka zastąpi ona dwie dotychczas istniejące instytucje: International Catholic Charismatic Renewal Service i Catholic Fraternity of Charismatic Covenant Communities and Fellowships.
8 grudnia mają zostać zatwierdzone statuty CHARIS na okres próbny. Wejdą one w życie w uroczystość Zesłania Ducha Świętego 9 czerwca 2019 r. i wówczas obie wspomniane instytucje przestaną istnieć. CHARIS (Łaska) obejmie więc wszystkie formy Odnowy w Duchu Świętym, nazwanej w komunikacie Dykasterii „strumieniem łaski”. Nie będzie jednak ich organem władzy. Każda forma Odnowy pozostanie pod jurysdykcją kościelną, jakiej dotychczas podlega i z zachowaniem własnej tożsamości. Będzie mogła natomiast swobodnie korzystać z pomocy CHARIS w pełnieniu swojej misji.
Dykasteria dokona także nominacji władz CHARIS: moderatora, 18 członków Międzynarodowej Służby Komunii i asystenta kościelnego na trzyletni mandat. Moderatorem ma zostać prof. Jean-Luc Moens z Belgii, asystentem kościelnym o. Raniero Cantalamessa z Włoch, zaś wśród członków Służby reprezentujących różne kontynenty i formy Odnowy jest m.in. José Prado Flores z Meksyku.
Osoby te obejmą swe funkcje w uroczystość Zesłania Ducha Świętego w 2019 r., kiedy wejdzie w życie status CHARIS i przestaną istnieć dwie dotychczasowe organizacje, których majątek i środki finansowe przejmie nowopowstała.
za Gość.pl
Bóg dał nam do pomocy potężną armię tysięcy świętych. Pomagają nam nie tylko na “ból głowy” i zgubione klucze, ale także w sprawach niemożliwych. Ołtarze tych najbardziej “pracowitych” wciąż są obsypywane kwiatami i wotami.
Mój znajomy zakonnik ma swojego ulubionego świętego. Jest nim Pier Giorgio Frassati, zwany świętym roześmianym, bo nawet na jesienną depresję potrafi zesłać promyki słońca. Brat Marcin przywołuje go zawsze po spotkaniach z “wiecznie narzekającymi” i poleca ich jemu w opiekę.
Pierwsza formuła kanonizacyjna została wypowiedziana przez samego Chrystusa na Golgocie. Zwracając się do Dobrego Łotra, który przed śmiercią okazał skruchę, Jezus powiedział: “Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju”.
W obawie przed bałwochwalstwem, starożytny Kościół kult wiernych kierował przede wszystkim w stronę Pana Boga i Jego Syna Jezusa Chrystusa. Od III w. chrześcijanie otaczali kultem Najświętszą Maryję Pannę – właśnie z tego okresu pochodzi znana modlitwa “Pod Twoją obronę”, a także pierwsze dedykowane Maryi kościoły: w Aleksandrii, Nazarecie i Jerozolimie. Wizerunki Matki Bożej w aureoli znaleźć można w rzymskich katakumbach. Do pogłębienia kultu Maryi przyczynił się Sobór Efeski (431), który ogłosił dogmat o Jej Boskim Macierzyństwie.
Prześladowania Kościoła w jego pierwszych wiekach istnienia spowodowały, że wyznawcy Chrystusa zaczęli szczególną czcią otaczać męczenników (martyres), którzy własną krwią świadczyli o swojej wierze. Spisywano ich życiorysy, okoliczności śmierci (“Akta męczeństwa”), ku ich czci stawiano kościoły. Od IV w. widać w Kościele wyraźne ślady kultu tak że wyznawców, wśród których znaleźli się tacy święci jak Hilary z Poitiers, Ambroży, Marcin (na Zachodzie) i Paweł Pustelnik, Efrem i Bazyli (na Wschodzie).
W historii Kościoła liczba świętych wspominanych w liturgii ciągle rosła. Parafia św. Patryka w Waszyngtonie umieściła na swojej stronie internetowej (www.saintpatrickdc.org) indeks 11 tysięcy świętych i błogosławionych. Kilka razy w roku dopisywani są kolejni święci i błogosławieni. Najwięcej z nich wyniósł na ołtarze papież Jan Paweł II. W ciągu swego blisko 27-letniego pontyfikatu dokonał beatyfikacji 1345 sług Bożych i kanonizacji 482 błogosławionych. Wśród nich było 9 świętych i 160 błogosławionych Polaków. Do tej pory Polska może poszczycić się 30 świętymi i 223 błogosławionymi.
Kilka tysięcy męczenników i wyznawców ciągle czeka na zbadanie ich sprawy przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych.
CZYM ŚWIĘCI SĄ ZAJĘCI?
Każdy kraj, pokolenie, profesja czy stan potrzebują przykładu ludzi, którzy dążyli do doskonałości i osiągnęli ją. – Święci są pośrednikami między Bogiem i człowiekiem, bo z jednej strony, są już blisko Niego, z drugiej są naszymi braćmi i siostrami w człowieczeństwie – tłumaczy ks. Piotr Pawlukiewicz, duszpasterz akademicki. – Często byli to wielcy grzesznicy, którzy jednak w sytuacji kryzysowej potrafili w pokorze pozwolić podnieść się Bogu. I to właśnie za to są czczeni. Umiejętność ciągłego podnoszenia się po porażkach wymaga pierwiastków świętości. A ich kult uzmysławia nam, że świętość jest dostępna dla każdego z nas.
“Ale po co ich aż tylu?” – zapytała kiedyś ośmioletnia dziewczynka na katechezie. – Bo inne są problemy u nas, inne w krajach komunistycznych, inne w Ameryce, Azji czy Afryce. To samo dotyczy przeszłości. W historii każda epoka miała swoich świętych. Stawali się oni wzorem dla sobie współczesnych – mówi ks. prał. Henryk Małecki, moderator Kurii Metropolitalnej Warszawskiej i historyk Kościoła. – I tak naprawdę to ciągle potrzebujemy nowych świętych.
– Dzisiaj ludzie mogą mieć opory z przyjmowaniem takich uśmiechniętych, uporządkowanych i “lukrowanych” świętych, którzy od samego dzieciństwa bezbłędnie kochali Boga. Być może takie ich ukazywanie jest znakiem religijności tamtych czasów. Ale hagiograficzne obrazki raczej wyczerpały już swoją siłę religijnego oddziaływania w dzisiejszych czasach – twierdzi ks. Piotr Pawlukiewicz.
Jeszcze niedawno nasze babcie mówiły: “Sól świętej Agaty strzeże od ognia chaty”, albo “św. Antoni, tyś moja chluba, spraw by znalazła się moja zguba”. Dawniej przy chorobach gardła modlono się do św. Błażeja i jadło się miód, dziś bierze się cholinex.
|
Kto zna dziś świętych Barnabę, Burcharda czy Eligiusza? A przecież niegdyś do pierwszego z nich zwracano się w czasie kłótni, do drugiego przy bólach stawów, a trzeci pomagał weterynarzom i ślusarzom. O ile jednak są to święci wciąż można powiedzieć “potrzebni”, to czym zajmują się ci obecnie “bezrobotni”, jak na przykład św. Idzi, patron rozbitków, św. Wit opiekujący się niegdyś warzelnikami soli i chorymi na epilepsję czy św. Gunnar, do którego zwracali się mężowie, mający złośliwe żony? Każdy z nich bywał jednak orędownikiem także w innych sprawach. Jak choćby św. Mikołaj, który tak bardzo czczony i kochany jest przez dzieci. A przecież jest patronem trzech państw, dziewięciu miast, kilkudziesięciu zawodów, a także jeńców, panien pragnących wyjść za mąż, więźniów oraz obrońców wiary przed herezją. Podobnie św. Barbara, która chroni nie tylko górników, ale także architektów, cieśli, flisaków, kapeluszników i kowali. Zapewne pomagają jej inne Barbary, np. osiem imienniczek z Korei, które były torturowane w XVIII i XIX wieku za wiarę.
Aby rozróżnić świętych o tym samym imieniu, nadaje się im czasem przydomki związane z miejscem pochodzenia, zawodem lub charakterem, np. św. Marta z Betanii, św. Piotr Apostoł, św. Izydor Oracz czy św. Brygida wdowa.
– Kościół dostrzega w życiu świętych pewne cechy, które są bliskie danej społeczności, grupie zawodowej czy konkretnym potrzebującym i mówi: patrzcie, ten święty realizował kiedyś to, co wam jest bliskie teraz, możecie brać z niego przykład! – przekonuje ks. Henryk Małecki. Uznano na przykład, że św. Filomena, która w wieku 13 lat zginęła jako męczennica, będzie dobrą patronką dzieci, czasów najtrudniejszych oraz szczęśliwej i spokojnej śmierci. Szczególnie czczona ona była przez św. Jana Vianeya, słynnego proboszcza z Ars, słusznie uznanego za patrona księży.
– Podobnie z ikonografią, bo np. św. Józef, dobry patron dla mężów i ojców, przedstawiany jest jako dojrzały człowiek, do którego ma się zaufanie. Na innych wizerunkach ukazuje się go jako pełnego sił, młodego cieślę. Kościół czyni tak z przyczyn dydaktycznych – twierdzi ks. Małecki.
REFORMA PAWŁA VI
Reformę kalendarza liturgicznego przeprowadził w 1969 r. papież Paweł VI. – Do kalendarza zostali włączeni ci spośród świętych, którzy mają znaczenie naprawdę powszechne – mówi ks. Małecki. – Nie oznaczało to jednak wyrzucenia pozostałych poza margines Kościoła. – Rewizja dotyczyła najbardziej kultu lokalnych świętych z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Tych, którzy nie mieli pewnego oparcia w materiale źródłowym. Nie zostali oni jednak zakwestionowani czy zamienieni w legendy. Wiele lokalnych kultów na skutek różnych kataklizmów dziejowych przechodziło w niepamięć. Wiele Kościołów w Afryce czy Azji Mniejszej przestało istnieć wraz ze zgromadzonymi na ich temat dokumentami.
W pierwszych wiekach Kościół prowadził procesy w oparciu o opinię publiczną. Jeżeli wierni uważali daną osobę za świętą, biskup przyjmował to do wiadomości i ogłaszał, go świętym. W średniowieczu proces słusznie zresztą został znacznie skomplikowany i sformalizowany. Dopiero Jan Paweł II uprościł go w 1983 r. – podkreśla o. Gabriel Bartoszewski.
Wielu świętych doczekało się beatyfikacji bądź kanonizacji po wielu stuleciach, jak choćby Jadwiga, którą Kościół wyniósł na ołtarze prawie 600 lat po jej śmierci. Najkrócej na kanonizację czekał św. Antoni Padewski, który został kanonizowany 352 dni po swojej śmierci. – Osobą, która może skrócić ten okres jest jedynie Ojciec Święty, jak stało się w przypadku Matki Teresy (o 2 lata) czy ostatnio Jana Pawła II, gdzie skrócono praktycznie o 5 lat, bo 1,5 miesiąca po śmierci. – zauważa o. Gabriel Bartoszewski.
Trzeba także wiedzieć, czym różni się beatyfikacja od kanonizacji. – Beatyfikacja jest aktem władzy papieskiej zezwalającym na kult publiczny sługi Bożego w Kościele lokalnym (diecezja, wyjątkowo kraj). Kanonizacja jest uroczystym aktem władzy papieża zezwalającym na kult publiczny w całym Kościele.
– W latach 1965-1989 prowadziłem proces ojca Honorata Koźmińskiego. Był to trudny proces ciągnący się latami, ze względu na ilość pism. które trzeba było odpisywać na maszynie. W pierwszym okresie mojej pracy zjawiały się różne trudności. Przewidywałem, że beatyfikacja nastąpi w trzecim tysiącleciu. Niespodziewanie sprawy tak się potoczyły, że ojciec Honorat został uroczyście beatyfikowany 16 X 1988 r. w dziesiątą rocznicę pontyfikatu papieża Jana Pawła II. Dla mnie jest to szczególny znak Opatrzności Bożej. Pan Bóg ma swój czas dla każdej beatyfikacji czy kanonizacji. Do dziś nie ma jednak cudu. Łask i uzdrowień jest dużo, ale my potrzebujemy jednego cudu. Ufam Opatrzności Bożej i czekam.
OD SPRAW BEZNADZIEJNYCH
Dawniej każde państwo, a nawet miasto chciało mieć swojego świętego patrona, a jego relikwie otaczano wielką czcią. Król Bolesław Chrobry złotem zapłacił za ciało zamordowanego misjonarza, św. Wojciecha.
|
– “Nasz” św. Ekspedyt jest bardzo skuteczny i dużo może w strukturach niebieskich – mówi ks. prał. dr Bronisław Piasecki, proboszcz stołecznej parafii Najświętszego Zbawiciela. – Nasza świątynia zawsze była związana ze społecznością akademicką Politechniki. Ekspedyt jest patronem młodzieży uczącej się, a także spraw beznadziejnych, do jakich niewątpliwie dla wielu należą kolokwia i egzaminy. Dlatego właśnie znalazł się w naszym kościele – śmieje się proboszcz. – Bóg inspiruje społeczność Kościoła do wytężonej pracy nad sobą, do dążenia do świętości. Stawia na ich drodze takich świętych, którzy mogą wskazać im drogę.
Na poniedziałkowe spotkania do św. Ekspedyta przychodzi ponad 100 osób. Najpierw jest Msza o godz. 17, potem nowenna. – Słyszałem kiedyś historię o małżeństwie z naszej parafii, które miało problemy z poczęciem – opowiada ksiądz proboszcz. – Próbowali wszystkich metod łącznie z in vitro jednak nic nie dało rezultatu. Pewnego dnia mężczyzna przyszedł pomodlić się tutaj, bo słyszał, że św. Ekspedyt pomaga w sprawach beznadziejnych. Kiedy wszyscy wyszli już z kościoła, zosta! sam. Dopiero po jakimś czasie zauważył, że w przeciwległym kącie klęczy jego żona. Oboje poszli do kościoła w tajemnicy przed sobą. Kiedy po jakimś czasie dyrektor chciał awansować kobietę, ta nie zgodziła się, mówiąc że jest w siódmym miesiącu ciąży i powinna trochę zwolnić tempo – kończy ks. dr Bronisław Piasecki. – Wszyscy jesteśmy powołani do świętości, tylko niektóry z nas trudzą się jeszcze na ziemi, a inni może radują się już z oglądania Boga.
ŚWIĘTYCH OBCOWANIE NA CO DZIEŃ
Ksiądz Piotr Sadkiewicz, laureat tegorocznego Orderu Uśmiechu, Proboszcz Roku przed kilku laty, znany z promowania krwiodawstwa i przeszczepów, zgromadził w swojej parafii w Leśnej koło Żywca 100 relikwii świętych. – To nie jest kolekcjonerstwo, ale próba przybliżenia ludziom tajemnicy Boga. Chociaż nie ukrywam, że jesteśmy jedyną parafią, która posiada oddzielne relikwie 11 Apostołów. Inne relikwie to również dary od różnych zakonów i świeckich – opowiada ks. Sadkiewicz. – Pierwsze były relikwie św. Faustyny, więc myślę czasami, że ona spojrzała wtedy na naszą parafię, załamała ręce i powiedziała, że sama nie da rady. Trzeba było ściągnąć posiłki z nieba i tak powstało u nas całe święte zgromadzenie, które naprawdę dokonało cudów w naszej parafii – podsumowuje ks. Piotr.
– Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy ludzie, którzy osiągnęli świętość, zostali imiennie wyniesieni na ołtarze przez Kościół. Domyślać się można, że tych “cichych” świętych są całe rzesze – podkreśla ks. Piotr Pawlukiewicz. – Nie brakuje wśród nich także wielkich męczenników, jak choćby tych, którzy ginęli w więzieniach komunistycznej bezpieki czy konających na dalekiej Syberii. Czasem jedynie Bóg zna ich imiona. Dlatego właśnie 1 listopada obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych. A jak napisał kiedyś ks. Jan Twardowski jest to “święto Boga, który poprzez ludzi czyni tak wiele dobrego na świecie. (…) to radosna uroczystość, która pokazuje, ilu ludzi mimo wszystko jest pośrednikami Boga w świecie.
Tekst pochodzi z Tygodnika Idziemy
Drogie dzieci,Nawet przyroda daje wam znaki swej miłości poprzez urodzaj owoców. Wy również poprzez moje przyjście przyjęliście obfitość darów i owoców. Drogie dzieci, tylko Bóg wie, na ile wy sami odpowiedzieliście na moje wezwanie. Wzywam was: Nie jest za późno, by zdecydować się na świętość i życie z Bogiem w łasce i pokoju! Bóg wam pobłogosławi i obdarzy stokrotnie, jeśli Jemu zaufacie. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.



