Kto może głosić w kościele.

Jest różnica między głoszeniem Ewangelii w sposób oficjalny i nieoficjalny. Oficjalne głoszenie wymaga zgody biskupa lub proboszcza czy moderatora wspólnoty

Jest różnica między głoszeniem Ewangelii w sposób oficjalny i nieoficjalny. Oficjalne głoszenie wymaga zgody biskupa lub proboszcza czy moderatora wspólnoty.

– Do oficjalnego nauczania każdy potrzebuje misji od biskupa – mówi bp Adam Bałabuch.

Kilkuset księży zebranych na dniu skupienia. Konferencję głosi… świecki. – Rzadko się zdarza, żeby owca przemawiała do pasterzy… – zaczyna, wzbudzając wesołość zebranych. Nie tak znowu rzadko. Znakiem czasu wydaje się coraz częstsza obecność w Kościele świeckich, którzy opowiadają o tym, jak Bóg działa w ich życiu, głoszą konferencje, a bywa, że nawet prowadzą rekolekcje. Zezwalają na to przepisy kościelne. „Świeckich można dopuścić do przepowiadania w kościele lub kaplicy, jeśli w określonych okolicznościach domaga się tego konieczność albo gdy to w szczególnych wypadkach zaleca pożytek, zgodnie z przepisami wydanymi przez Konferencję Episkopatu i z zachowaniem przepisu kan. 767, § 1” – stanowi Kodeks prawa kanonicznego. Przepis, do którego odsyła powyższy kanon, zwraca uwagę na szczególne miejsce homilii w przepowiadaniu. „Stanowi ona część samej liturgii i jest zarezerwowana kapłanowi lub diakonowi” – czytamy. Tak więc głoszenie w czasie liturgii, a szczególnie homilia, jest zastrzeżone wyłącznie dla osób posiadających sakrament święceń. Warunki głoszenia przez osoby świeckie poza liturgią określa, zgodnie z KPK, konferencja episkopatu danego kraju.

Jak to jest u nas?

– Wierni świeccy (…) do głoszenia słowa, które odbywa się na sposób oficjalny (np. katecheza, konferencje), powinni posiadać stosowną misję od biskupa miejsca – powiedział niedawno w rozmowie z KAI bp Adam Bałabuch, przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP. Zaznaczył tam, że osoby świeckie mogą głosić konferencje rekolekcyjne, oczywiście poza liturgią, gdy mają „upoważnienie, misję do tego”.

Upoważnienie do głoszenia Ewangelii w imieniu Kościoła to najczęściej tzw. misja kanoniczna. W praktyce oznacza ona powierzenie przez biskupa duchownym albo wiernym świeckim określonego zadania w ramach misji nauczycielskiej Kościoła. Taką misję kanoniczną, otrzymaną od biskupa diecezjalnego, posiada na przykład każdy katecheta, zarówno duchowny, jak i świecki.

Prawo do katechizowania nie obejmuje jednak licznych sytuacji, gdy w przestrzeni kościelnej przemawia osoba „nieduchowna”. A takich sytuacji jest coraz więcej, chociażby z racji bujnego rozwoju wspólnot, ruchów i stowarzyszeń kościelnych. Trudno dziś wyobrazić sobie, żeby ksiądz w pojedynkę prowadził na przykład kursy nowej ewangelizacji.

Świeccy na różne sposoby angażują się w głoszenie Ewangelii. Przewiduje to program formacji wielu środowisk związanych z Kościołem. Ewangelizują słowem animatorzy Ruchu Światło–Życie, głoszą konferencje świeccy członkowie neokatechumenatu, na spotkaniach wspólnot przemawiają liczni świeccy zaangażowani w życie Kościoła. – Te kwestie reguluje prawo kanoniczne. Jest też instrukcja dotycząca np. współpracy wiernych świeckich w ministerialnej posłudze kapłanów. Jeśli chodzi o neokatechumenat, to jest to droga zatwierdzona przez Kościół, jego członkowie mają swoje statuty i nauczanie odbywa się zgodnie z tymi statutami. Katechiści Drogi Neokatechumenalnej mają dobry zwyczaj, że zanim rozpoczną głoszenie katechez na terenie danej diecezji, najpierw proszą miejscowego biskupa o zgodę i błogosławieństwo – mówi „Gościowi” bp Adam Bałabuch. Katechiści zatem są świadomi, że do wygłaszania katechez w poszczególnych parafiach potrzebują zgody biskupa.

Podobnie jest z ruchami charyzmatycznymi, Ruchem Światło–Życie czy innymi wspólnotami kościelnymi. – Jeżeli członkowie danej wspólnoty działają w parafii i w ramach parafii moderator deleguje ich do prowadzenia małych grup, to oni mają umocowanie w tej misji, do której deleguje ich duszpasterz. W ramach wspólnoty mogą więc funkcjonować – mówi biskup, dodając, że na oficjalne nauczanie dla całej wspólnoty parafialnej czy w innych parafiach potrzebowaliby zgody biskupa miejsca. – Gdy mówię „oficjalne nauczanie”, mam na myśli przepowiadanie, które dokonuje się w imieniu Kościoła i z jego mandatu – precyzuje bp Bałabuch.

Wyjaśnia, że w ramach wspólnoty też może mieć miejsce oficjalne nauczanie, ale tutaj najczęściej wystarczy upoważnienie ze strony proboszcza lub moderatora. Podobnie do składania świadectwa przez osoby świeckie, na przykład podczas konferencji głoszonej przez kapłana, wystarczy upoważnienie z jego strony. – Biskup ma prawo wiedzieć, kto na terenie jego diecezji naucza i czego naucza – podkreśla bp Bałabuch. – Zawsze może wykluczyć kogoś z głoszenia, ale może też powiedzieć: „Tak, zgadzam się, żeby takie ruchy czy tacy ewangelizatorzy prowadzili na terenie mojej diecezji rekolekcje” – stwierdza przewodniczący komisji KEP. Czasami może to być ogólna zgoda na nauczanie danych osób lub wspólnot. – A jeśli nie ma ogólnej zgody, to powinno się o swoich zamiarach, np. głoszenia rekolekcji, poinformować biskupa czy jego przedstawicieli i taką zgodę uzyskać – dodaje.

Bez zmian

Sytuacje, gdy świeccy głoszą w kościele, nie są, jak się czasem sądzi, konsekwencją braku osób wyświęconych. To raczej skutek powrotu do myślenia o Kościele takim, jakim widział go św. Paweł, gdy mówił o ciele składającym się z wielu członków. Spełniają one różne funkcje, jednak są nawzajem sobie potrzebne. Tak widziano to w czasach apostolskich i we wczesnym okresie istnienia Kościoła. Z czasem rola świeckich w Kościele uległa marginalizacji. Zasadnicza zmiana nadeszła wraz z Soborem Watykańskim II. „Sobór zwrócił uwagę na aktywną i odpowiedzialną obecność świeckich w Kościele. I odważnie powiedział, że świecki nie potrzebuje żadnego upoważnienia od biskupa ani proboszcza, żeby głosić Ewangelię. Ma upoważnienie od samego Chrystusa i Kościoła przez chrzest” – mówił w 2012 r. abp Józef Michalik, ówczesny przewodniczący KEP.

Biskup Adam Bałabuch, odnosząc się do tych słów, zaznacza, że wierny świecki na mocy chrztu i bierzmowania jest zobowiązany do głoszenia Ewangelii. Zastrzega jednak, że jest różnica między głoszeniem w sposób oficjalny i nieoficjalny. Oficjalne głoszenie w zależności od sytuacji wymaga zgody biskupa lub przynajmniej proboszcza czy moderatora wspólnoty. – Także prezbiter czy diakon potrzebują misji kanonicznej od biskupa. Dlaczego wierny świecki miałby jej nie potrzebować? – pyta retorycznie. Uspokaja, że obowiązujące w Polsce zasady dotyczące głoszenia przez świeckich pozostają bez zmian. – Podobnie jak wcześniej, tak i dziś do oficjalnego nauczania każdy potrzebuje misji od biskupa – stwierdza hierarcha. 

Polska pod Krzyżem

Sample

Modlitwa różańcowa, Droga Krzyżowa, konferencje, świadectwa, adoracja Najświętszego Sakramentu oraz Eucharystia – to główne elementy programu modlitwy narodowej „Polska pod krzyżem”, która odbędzie się 14 września br., w święto Podwyższenia Krzyża Świętego na lotnisku Aeroklubu Włocławskiego w Kruszynie pod Włocławkiem. Chęć uczestnictwa w spotkaniu zadeklarowało już ponad 20 tys. osób.

Wydarzenie składa się zasadniczo z dwóch części. Część pierwsza w zamyśle organizatorów to wędrówka pod Krzyż. Ma się ona odbyć poprzez sakrament pokuty, modlitwę, Mszę św. z uroczystym wniesieniem relikwii Krzyża Świętego, rozważanie tajemnic bolesnych różańca świętego, Drogę Krzyżową, Apel Jasnogórski i świadectwa z pomocą obrazów, muzyki i światła. Przewidziane są też konferencje, które wygłoszą Lech Dokowicz oraz Joanna Bątkiewicz-Brożek. Druga część to całonocne czuwanie trwające do niedzielnego poranka i zakończone Eucharystią w święto Matki Bożej Bolesnej.

„W ostatnim czasie wzmogły się ataki na Kościół ze strony antychrześcijańskich środowisk. Bluźnierstwa zaczęły szerzyć się na nieznaną nam skalę. Usłyszeliśmy o księżach popełniających samobójstwa i porzucających stan kapłański. Na całym świecie ma miejsce masowe odejście od wiary. To co dotychczas było jasno nazywane grzechem staje się przedmiotem debaty. Płoną kościoły i katedry. Tę listę moglibyśmy jeszcze wydłużać. Lepiej jednak zadać sobie pytanie: co możemy teraz zrobić? Jesteśmy chrześcijanami, ludźmi nadziei i znamy siłę modlitwy. A znakiem zwycięstwa jest dla nas Krzyż Chrystusa. Dlatego zapraszamy wszystkich na wspólną modlitwę w blasku Krzyża Chrystusowego” – piszą organizatorzy wydarzenia.

Wszyscy, którzy chcą wziąć udział w spotkaniu mogą zarejestrować się na stronie polskapodkrzyzem.pl. Do zarejestrowanych osób zostaną rozesłane emailem bezpłatne wejściówki uprawniające do wzięcia udziału w wydarzeniu. Dotychczas zapisało się ponad 20 tys. uczestników. Na stronie zamieszczona jest również mapka, na której zaznaczone są miejsca, w których zorganizowana zostanie modlitwa w łączności ze spotkaniem na lotnisku pod Włocławkiem.
Organizatorzy zachęcają również do modlitwy, ofiarowania Mszy św., postu lub cierpienia w intencji tego wydarzenia.
Organizatorami modlitwy narodowej „Polska pod Krzyżem” jest diecezja włocławska oraz Fundacja Solo Dios Basta, zaangażowana wcześniej w inicjatywy takie jak „Wielka Pokuta” czy „Różaniec do granic”. Za ekai.pl

Ogólnopolskie Rekolekcje Charyzmatyczne dla Kapłanów – powiadom swojego proboszcza

Wydział Duszpasterski Kurii Diecezjalnej Toruńskiej i wspólnota Przymierze Miłosierdzia zapraszają na ogólnopolskie rekolekcje charyzmatyczne dla kapłanów.
Odbędą się one w Toruniu w dniach 1-3 października, a poprowadzą je ojcowie Henrique Porcu i Antonello Caddedu. Patronat nad wydarzeniem objął bp Wiesław Śmigiel.

Koszt:
przedpłata bezzwrotna 100 zł
pokój jednoosobowy z posiłkami 400 zł
pokój dwuosobowy z posiłkami 320 zł
udział w rekolekcjach z posiłkami bez noclegu 150 zł

INFORMACJE I KONTAKT:

ks. Artur Szymczyk – dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Kurii Diecezjalnej Toruńskiej, tel. 772 888 110;  Przymierze Miłosierdzia Toruń,  tel. 509 64 60 83

ZAPISY do 5 września pod adresem: rekolekcjekaplanskie.torun@gmail.com

Ojcowie mieszkają w Brazylii. Pracują wraz z misjonarzami wspólnoty z młodzieżą, pośród ubogich w brazylijskich fawelach, bezdomnych na ulicach Sao Paulo, Rio de Janeiro i innych miast. Prowadzą kilkudniowe misje ewangelizacyjne na ulicy, stacjonarne rekolekcje kerygmatyczne, dla małżeństw, a także dla kapłanów.

Bp Edward Dajczak: doświadczyłem spoczynku w Duchu

Nie czułem żadnych odlotów, żadnych wielkich poruszeń, jasne, że byłem szczęśliwy, widząc tak modlących się księży. I nagle osunąłem się na ziemię i doświadczyłem spoczynku w Duchu – opowiada bp Edward Dajczak. 

Temat spoczynku w Duchu Świętym budzi wiele emocji i dyskusji. Doświadczył go kiedyś również biskup Edward Dajczak. Tak opisał to wydarzenie w rozmowie z Marcinem Jakimowiczem, która była częścią artykułu “Spocznij!” opublikowanego na łamach “Gościa Niedzielnego”:

“Jako pierwsi rekolekcje przeżywali księża – opowiada koszaliński biskup Edward Dajczak. – To oni pękli na początku. Ten powiew Ducha dotknął najpierw nas! W pierwszej turze rekolekcji uczestniczyło 190 proboszczów. Z tej grupy spora część doświadczyła spoczynku w Duchu. Wielu z nich (często ci, po których nigdy bym się tego nie spodziewał) podchodziło do mnie później i mówiło: dziękuję za te rekolekcje! Pierwszy “padłem” ja. (śmiech)

Owoców tych rekolekcji ciągle doświadczamy: w diecezji wyrastają nowe wspólnoty, ożyły parafie. Do Skrzatusza (znad morza trzeba jechać sto kilkadziesiąt kilometrów!) przyjechało ponad 5 tysięcy młodych ludzi! Przypadek? Nie. Owoc powiewu Ducha, którego doświadczyliśmy przed rokiem. Patrzyłem na twarze naszych księży. Nas samych niezmiernie zdumiewało to, jak bardzo wybudzaliśmy się duchowo. Jak bardzo byliśmy zdumieni tym, co się stało. Nikt przecież tego nie planował.

Rekolekcje rozpoczęły się na normalnej (specjalnie używam tego słowa!) adoracji. Prowadzący poprosił, bym ruszył między ławki z monstrancją i pobłogosławił księży. Powiedziałem: “Ojcze, dobrze, ale zanim ruszę pobłogosławić mych braci, proszę o błogosławieństwo”. Nie czułem żadnych odlotów, żadnych wielkich poruszeń, jasne, że byłem szczęśliwy, widząc tak modlących się księży. I nagle osunąłem się na ziemię i doświadczyłem spoczynku w Duchu. To uczucie ogromnego ciepła, głębokiego pokoju, błogości, niezwykłej bliskości, a następnego dnia Ogrójca i bólu.

Kiedy wstałem, wziąłem monstrancję i ruszyłem do księży. Trochę z nich już leżało na posadzce… A ci mężczyźni to twardzi faceci, stąpający mocno po ziemi i pracujący przez lata w niełatwych parafiach. Oni nie są skłonni do tanich emocji, do sentymentalizmu. To nie są ludzie z grup charyzmatycznych. 190 chłopa… Skoro tak się stało, to znaczy, że ten znak był nam potrzebny”.

Czym jest zaśnięcie w Duchu Świętym? 

Nieco pogardliwie przez jednych nazywani “duchaczami”, przez innych “ludźmi upadłymi”. Sami o sobie mówią, że doświadczyli niesamowitej łaski Boga. Czym jest tajemnicze zaśnięcie / spoczynek w Duchu Świętym?

za Deon.pl

Duch Święty mówi przez żonę

Duch Święty mówi przez żonę

Świat zalewa deszcz natchnień Ducha Świętego. Nie czujesz tego? To złóż wreszcie ten parasol!Człowiek nieraz nie wie, co robić. Potrzebuje wskazówki, jakiegoś naprowadzenia.

– Nieraz się modlę: Panie Boże, nie wiem, co mam robić – w lewo czy w prawo, czy z tym klientem czy nie, takie inwestycje prowadzić czy inne. No i żadnego głosu nie słyszę, odpowiedzi nie mam, ale przychodzę do domu… i tę odpowiedź daje mi żona – opowiada Bartosz Nosiadek, przedsiębiorca z Radlina. Jest przekonany, że Duch Święty może nauczać przez bliskie nam osoby, zwłaszcza przez małżonka. – Na mocy sakramentu chrztu dla mnie żona ma ducha proroczego. To działa też w drugą stronę. Żona czasem powinna też zawierzyć mężowi – przekonuje. Z pytania „Co na ten temat myśli mój małżonek?” radzi zrobić element strategii rozeznania. I dodaje: – Jeśli mam coś do rozeznania, to zaczynam od modlitwy, potem słucham, co na ten temat mówi żona, co mówi kierownik duchowy czy spowiednik, no i co na ten temat mówi słowo Boże. Jeśli te cztery punkty odrobisz, to nie musisz czekać na cudowne znaki, bo bardzo często już masz odpowiedź.Jesteśmy uprzywilejowani

Duch Święty „mówił przez proroków” – powtarzamy w każdą niedzielę. Mówił. A dziś jak Duch Święty mówi? Do kogo mówi?

– W Starym Testamencie Duch Święty zstępował tylko na proroków w określonym czasie, dla wypełnienia konkretnych posług. Nowy Testament przynosi wielką zmianę: Duch Święty zamieszkuje w wierzących – mówi franciszkanin o. Wit Chlondowski, dogmatyk. – To jest zupełna nowość. Duch Święty mieszka w nas, bo chce być z nami w głębokiej relacji. W Starym Testamencie tylko działał przez ludzi, a teraz w nich mieszka na stałe, bo chce wprowadzić w intymność – komunię z Ojcem i Synem, i samym sobą. Jest też różnica co do działania proroczego. Prorocy Starego Testamentu wzywali do życia według Prawa i zapowiadali Mesjasza. Nowotestamentalni prorocy pokazują, kto jest Mesjaszem, przypominają, że trzeba się Go trzymać. Wzywają do bliskości z Jezusem. Apokalipsa bardzo dobrze pokazuje, jakie jest proroctwo Nowego Testamentu: Już to masz! Nawróć się do tego! Zacznij tym żyć! Ja jestem żywy między wami! – stwierdza zakonnik.

Na tym polega dar proroctwa chrześcijan: nie tyle na przepowiadaniu przyszłości, ile na aktualizowaniu tego, co Bóg już nam objawił. To więcej niż mieli Samuel, Jeremiasz, Izajasz, Daniel, Ezechiel, Eliasz, Elizeusz. Ci bohaterowie Starego Testamentu, choć potężnie obdarowani, wzdychali za przełomem, który miał przyjść – i przyszedł wraz z Chrystusem.„Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli” – zapewnia Jezus (Łk 10,24).

Dziś Duch daje nam moc na skalę, jakiej przed przyjściem Mesjasza nie znano.Jesteś charyzmatykiem– Każdy, kto jest ochrzczony, ma w sobie charyzmaty, nawet jeśli pozostają one nieujawnione. Jeśli jest ochrzczony, to nosi w sobie Ducha Świętego, który jest Duchem proroczym. On mieszka we mnie i czasami daje natchnienie do jakiegoś proroczego działania, nawet gdy nie mam jakiegoś szczególnego daru proroctwa. Do proroczego znaku, proroczego przebaczenia, do proroczych słów w mojej rodzinie, które są po prostu natchnione. Proroctwo jest jakąś formą przekazu natchnienia. Jakieś Boże natchnienie plus przekazanie tego to jest właśnie proroctwo. Również wtedy, gdy człowiek nie wie, że robi coś natchnionego – zaznacza o. Wit.

zy Duch Święty rzeczywiście mówi do nas w taki sposób? Na przykład przez żonę, przez męża?

– To jest nawet najczęstszy sposób, i w sumie najbezpieczniejszy – przekonuje franciszkanin. – Duch Święty posługuje się naszymi zmysłami, także wewnętrznymi. Posługuje się naszą pamięcią, wyobraźnią. Jako prezbiterzy także wielokrotnie tego doświadczamy w czasie głoszenia i spowiedzi. Przychodzą jakieś myśli, wydawałoby się, że zupełnie normalne, ale trafiają w punkt. Są tym, czego akurat ten człowiek potrzebuje. A ja nie wiem, dlaczego tak powiedziałem. Przyszło mi do głowy, ale normalnie bym tak nie powiedział. To są natchnienia. Im bardziej jesteśmy na nie wyczuleni, tym mocniej one przychodzą i tym bardziej jesteśmy tego świadomi – mówi zakonnik.

Skąd się bierze to wyczulenie? – Z bliskości Jezusa, z modlitwy, z bycia przy Nim. Jeśli kogoś znasz, to jesteś w stanie rozpoznać jego głos. Jeśli znasz dobrze swoją żonę, to gdyby ktoś ci zacytował jej rzekomą wypowiedź, odpowiedziałbyś: „Nie, ona tego nie powiedziała, ja ją znam”. Jesteś w stanie pewne rzeczy naturalnie wyczuć, zrozumieć. Wiesz, co ona myślałaby w danej sytuacji. Z bliskości Jezusa jeszcze bardziej, w sposób nadprzyrodzony, bierze się to, że Go słyszymy – zauważa o. Wit.

Duch z pomocą

To było kilka lat temu. Weronika spóźniła się na spotkanie modlitewne. Weszła do pomieszczenia pełnego ludzi, stanęła z boku i poczuła, że powinna coś powiedzieć. Jej umysł drążyły słowa, których znaczenia nie rozumiała. W końcu zdobyła się na odwagę. – Nie wiem, czy to coś ważnego, i może to głupio zabrzmi, ale czuję, że powinnam powiedzieć: „Podoba mi się” – powiedziała. Odpowiedzią był wybuch entuzjazmu. Przed jej wejściem zebrani modlili się, prosząc Boga o odpowiedź, czy ich zaangażowanie w pewną sprawę… podoba Mu się.

Duch Święty przychodzi z pomocą, dając natchnienia czasem bezpośrednio, a czasem przez kogoś innego. Nieraz ktoś rzuci słowem, które dla niego nic nie znaczy, ale dla słuchacza jest jak snop światła w ciemności. Zdarza się jednak, że ktoś otrzymuje wyraźne poznanie w odniesieniu do kogoś innego. Charakterystyczna historia zdarzyła się św. Faustynie w połowie lutego 1935 roku. Podczas podróży pociągiem nagle wyczuła, że jedna z pasażerek toczy ciężką walkę wewnętrzną. Zaczęła się za nią modlić i poczuła, że jej walka przez to się wzmogła. Gdy zostały same, w pewnym momencie udręczona kobieta zapytała zakonnicę, czy jest zobowiązana spełnić pewną obietnicę uczynioną Bogu. „W tej chwili poznałam wewnętrznie, jaka to jest owa obietnica, i odpowiedziałam jej, że: Absolutnie jest pani obowiązana spełnić to przyrzeczenie, bo inaczej będzie pani nieszczęśliwa przez całe swoje życie. Myśl ta nie da pani spokoju” – wspominała Faustyna. Jej słowa wprowadziły kobietę w osłupienie i spowodowały, że wyjawiła szczegóły problemu. Jak się okazało, chodziło o niewypełnione zobowiązanie wstąpienia do klasztoru. Rozmowa zaowocowała wewnętrzną zmianą i decyzją spełnienia obietnicy. „Prosiła mnie o modlitwę; czułam, że jej Bóg łaski nie poskąpi” – zapisała święta.

Z Niego owoc

Wierne przebywanie w bliskości Jezusa owocuje świętością. „Pełen Ducha Świętego” – tak Dzieje Apostolskie opisują św. Szczepana. Gdy na pierwszego chrześcijańskiego męczennika padały kamienie, on „patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga”. To nie jest zwyczajna reakcja człowieka poddawanego egzekucji – to dzieło Ducha Świętego. To On przynosi męstwo w godzinie próby, opanowanie tam, gdzie panuje szaleństwo. Niesie dary stosowne do zadań i sprawia, że kto przylgnął do Jezusa, przynosi owoc obfity, nawet gdy tego nie zauważa.

Tak właśnie, jak nie widział tego św. Jan Vianney. Ten prosty, mało zasobny w naturalne talenty ksiądz przewyższył duchową przenikliwością najwyższych dostojników Kościoła, okazał się wzorem świętego duchowieństwa i filarem podtrzymującym wiarę milionów. Liczne charyzmaty, które się w nim objawiły, były skutkiem jego bliskiej relacji z Bogiem. I to one – a nie inteligencja, wymowa czy osobisty czar – przyciągnęły do jego konfesjonału rzesze wiernych. Owocem były liczne nawrócenia.

Natchnienia Ducha Świętego nie są jednak domeną jedynie przyszłych kanonizowanych. To rzecz w chrześcijaństwie powszechna i normalna. Patologią byłby ich brak.

„Charyzmaty, zarówno nadzwyczajne, jak również proste i zwyczajne, są łaskami Ducha Świętego, bezpośrednio lub pośrednio służącymi Kościołowi; zostają udzielone w celu budowania Kościoła, dla dobra ludzi oraz ze względu na potrzeby świata” – mówi Katechizm Kościoła Katolickiego.

Zaniedbywanie natchnień może więc oznaczać konkretną szkodę dla świata, Kościoła i konkretnych osób, które zostały przez to pozbawione wskazówek lub pociech duchowych. „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie!” – przestrzega św. Paweł (1 Tes 5,19-20).

– Oczywiście proroctwo, jak każdy charyzmat, jest niedoskonałe. Trzeba tu dużo pokory, bo nigdy nie jesteśmy pewni. To też jest oznaka prawdziwości proroctwa – że dany prorok nie jest stuprocentowo pewny. On ufa, że jego natchnienia są Boże, daje to do osądu przez wspólnotę Kościoła – zastrzega o. Wit Chlondowski. Przywołuje postać Serafina z Sarowa, prawosławnego świętego, któremu ktoś powiedział: „Ojciec czyta w sercu”. Serafin na to: „Nie, w sercu to tylko Bóg czyta. Przychodzą mi tylko pewne myśli, a ja ufam, że są od Boga”. Proroczy Kościół

Kiedy pewnego dnia uczniowie wysypali się z Wieczernika, byli ludźmi innymi niż jeszcze kilka chwil wcześniej. Pomimo tego, że ich sytuacja nie zmieniła się ani o jotę, oni, wskutek zstąpienia Ducha Świętego, zmienili się zasadniczo. Mowa Piotra, po której nawróciły się tysiące ludzi, znamionowała nową jakość w głoszeniu Ewangelii.

„Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie” – wołał apostoł. W konsekwencji tego, co było widać i słychać, ludzie tłumnie wyznawali wiarę w Chrystusa. Przyjmowali chrzest i też otrzymywali Ducha Świętego, który jest także duchem proroctwa. To wzorzec. Tak powinno być.

– Proroczy powinien być cały Kościół, bo już tu objawia królestwo Boże. Prorocze powinno być życie chrześcijańskie, bo ono pokazuje standardy królestwa Bożego. Duch proroczy jest wylany w zupełnie nowy sposób, w szerokim znaczeniu – nie tylko w sensie pewnych gestów, lecz całego życia – wskazuje o. Wit.

„Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” – zapewnia Jezus. Doświadczamy tego: Duch Święty jest nieprzewidywalny. Wieje na różne sposoby, ale nigdy nie wieje nudą. I zawsze zdumiewa, zaskakuje – ale też zawsze prowadzi człowieka do wyprostowania jego dróg i odzyskania wewnętrznego pokoju. Jest jak ogień, który wypala, ale też jak deszcz, który ożywia. Deszcz Ducha nieustannie pada. Jeśli ktoś go nie czuje, niech sprawdzi, co ma nad głową.•

za gość.pl

W doli niedoli. Biblijny wideokomentarz

Trwanie

W XIV niedzielę zwykła roku C… Miarą naszego sukcesu nie jest ekspansja, ale to, czy sami potrafimy wiernie iść za Bożymi wskazaniami.

Możemy się bardzo starać, ale ostatecznie wszystko i tak zależy od Boga. Gdy taka Jego wola, nasze wysiłki niewiele dają. Gdy Jego wola, nawet coś, co wydawało się drobiazgiem, może okazać się wspaniałym dziełem. Najważniejsze w tym wszystkim, byśmy my sami, niezależnie od okoliczności, niezaleznie od tego, czynasze wysiłki przynoszą efekt czy nie, wiernie przy Nim trwali.

za wiara.pl